
– Robisz się nieostrożny, koleś. Nie wiem, kto ją chce sprzątnąć. Nie wie też facet, który skontaktował się ze mną. I nie wie facet, który z nim się skontaktował. Tak to działa, nie zadajemy żadnych pytań. Jesteś małym kanciarzem z małym móżdżkiem, Denny, więc nie wsadzaj nosa w nie swoje sprawy. Teraz wynocha.
Samochód zahamował gwałtownie na rogu Ósmej Alei i Pięćdziesiątej Siódmej Ulicy.
Denny niepewnie otworzył drzwi.
– Charley, przepraszam – bąknął. – Ja tylko… Wiatr dmuchnął do wnętrza samochodu.
– Po prostu zamknij dziób i nie schrzań roboty.
Po chwili Adler patrzył, jak tył pojazdu znika na Pięćdziesiątej Siódmej. Ruszył w kierunku Columbus Circle. Zatrzymał się przy ulicznym straganie na colę i hot doga. Skończywszy jeść, otarł usta wierzchem dłoni. Nerwy uspokajały się stopniowo. Palce pogładziły wypchaną kopertę w wewnętrznej kieszeni kurtki.
– No to chyba zacznę zarabiać na życie – mruknął do siebie Denny i ruszył Broadwayem w stronę Siedemdziesiątej Czwartej i West End Avenue.
Przy Schwab House spacerkiem obszedł cały blok. Zauważył drzwi do budynku od Riverside Drive. Nie ma szans, żeby tędy wyszła. Znacznie wygodniejsze było wejście od West End Avenue.
Zadowolony, przeszedł na drugą stronę ulicy i oparł się o mur dokładnie naprzeciwko Schwab House. Świetny punkt obserwacyjny, pomyślał. Obok niego otwarły się drzwi i wyszła grupka lokatorów. Denny nie chciał zwracać na siebie uwagi, więc powoli ruszył przed siebie. Doszedł do wniosku, że przebrany za pijaka może wtopić się w tło podczas śledzenia Neeve Kearny.
O drugiej trzydzieści, kiedy szedł przez miasto w kierunku East Side, minął kolejkę ludzi czekających przed kasą kina. Nagle szeroko otworzył wąskie oczy. W połowie kolejki stała Neeve Kearny obok siwowłosego mężczyzny, którego twarz Denny rozpoznał. Jej ojciec. Denny szybko ich minął z głową wciśniętą w ramiona. I nawet jej nie szukałem, pomyślał. To będzie najłatwiejsza robota w całej mojej karierze.
