
Seamus odłożył na później bolesną decyzję o czeku dla Ethel, żeby wypisać kilka innych. Gaz i elektryczność, czynsz, telefon. Sześć miesięcy wcześniej zrezygnowali z telewizji kablowej. W ten sposób zaoszczędzili dwadzieścia dwa dolary miesięcznie.
Z kuchni dobiegł hałas czajnika stawianego na gazie. Kilka minut później Ruth weszła do gabinetu ze szklanką soku pomarańczowego i filiżanką parującej kawy na małej tacy. Uśmiechała się i przez chwilę przypominała mu tę cichą, ładną kobietę, którą poślubił trzy miesiące po rozwodzie. Żona nie lubiła czułych gestów, ale kiedy postawiła tacę na biurku, pochyliła się i pocałowała go w czubek głowy.
– Dopiero teraz to do mnie dociera, kiedy widzę, jak wypisujesz miesięczne czeki – powiedziała. – Żadnych więcej pieniędzy dla Ethel. O Boże, wreszcie możemy odetchnąć. Uczcijmy to dziś wieczorem. Weź kogoś na zastępstwo. Od miesięcy nie wychodziliśmy na kolację.
Seamus poczuł, że żołądek mu się skręca. Mocny aromat kawy nagle przyprawił go o mdłości.
– Skarbie, mam tylko nadzieję, że ona nie zmieni zdania – bąknął. To znaczy, nie dała mi nic na piśmie. Nie sądzisz, że powinienem wystawić jej czek jak zwykle i zaczekać, aż go odeśle? Naprawdę uważam, że tak będzie najlepiej. Ponieważ wtedy będziemy mieli coś legalnego, to znaczy dowód, że Ethel się zgadza, żebym przestał płacić.
Od piekącego policzka głos uwiązł mu w gardle, a głowa odskoczyła na lewe ramię. Podniósł wzrok i zamrugał, widząc morderczą furię na twarzy żony. Widział taki sam wyraz na innej twarzy kilka dni wcześniej.
Potem gniew Ruth rozpłynął się we łzach, a na policzkach wykwitły jej jaskrawoczerwone plamy.
