
– Gdybyś tylko zapisywała, na co wydajesz forsę, nie musiałabyś szukać! – krzyczał.
– Przepraszam, Doug – odpowiadała. – Znasz mnie. Coś mnie ugryzie i zaczynam naskakiwać na ludzi.
Odepchnął od siebie wspomnienie ostatniej rozmowy, kiedy kazała mu coś załatwić w piątek i uprzedziła, żeby nie spodziewał się napiwku.
– Posłuchałam twojej rady – oświadczyła – i zapisuję wydatki. Przybiegł tutaj przekonany, że potrafi ją ugłaskać, że gdyby go wyrzuciła, nie miałaby kim pomiatać…
Kiedy kawa się zaparzyła, Doug nalał sobie filiżankę i wrócił do sypialni, by się ubrać. Zawiązując krawat, krytycznie obejrzał własne odbicie w lustrze. Wyglądał dobrze. Masaże twarzy, które zaczął brać za pieniądze podwędzone Ethel, oczyściły mu cerę. Znalazł również przyzwoitego fryzjera. Dwa niedawno kupione garnitury leżały na nim tak, jak ubranie powinno leżeć. Nowa recepcjonistka w Cosmic robiła do niego słodkie oczy. Nie ukrywał przed nią, że przyjął tę nędzną biurową pracę tylko dlatego, że pisze sztukę. Znała nazwisko Ethel. „Ty też jesteś pisarzem”, westchnęła z podziwem. Miał ochotę przyprowadzić tutaj Linde. Ale musiał uważać, przynajmniej na razie…
Przy drugiej filiżance kawy Doug metodycznie przewertował papiery na biurku Ethel. Jeden rozciągliwy tekturowy segregator był oznaczony „ważne”. Przejrzał go i krew odpłynęła mu z twarzy. Ta stara torba Ethel miała akcje największych firm! Była właścicielką nieruchomości na Florydzie! Miała polisę ubezpieczeniową na milion dolarów!
W ostatniej przegródce segregatora znajdowała się kopia jej testamentu. Nie wierzył własnym oczom, kiedy go przeczytał.
Wszystko. Wszystko zostawiła jemu, co do centa. A warta była sporo.
Spóźniał się do pracy, ale to nie miało znaczenia. Rozwiesił ubrania z powrotem na oparciu kanapy, starannie zasłał łóżko, wyniósł popielniczki, ułożył kołdrę, poduszkę i prześcieradła na kanapie jako sugestię, że tam właśnie spał, i napisał liścik:
