
Piąte krzesło wciąż stało puste, ale Gabriel domyślał się, na kogo ono czeka.
Na Ganda.
Piątka, dla której przeznaczono krzesła, miała się znaleźć na pierwszej linii walki z Tengelem Złym. Nataniel, Tova, Ellen, Gabriel (jego rola miała być dość pasywna) oraz Gand.
Ganda jednak na razie nigdzie nie było widać.
Ellen i Nataniel obok mnie, jedno po jednej, drugie po drugiej stronie. Chodzi pewnie o to, bym ich rozdzielał. Gabriel słyszał bowiem, że tych dwoje nie powinno być zbyt dużo razem. I… Chłopiec rozejrzał się ostrożnie wokół. Mama Karine i wuj Jonathan, a także Rikard Brink siedzieli za nim.
Uśmiechnął się pod nosem. Teraz czuł się bezpieczny.
Przewodnicy, którzy prowadzili ich przez mgłę, weszli do sali i usiedli na ławie nieco z boku. Heike, Ingrid, Ulvhedin, Villemo, Dominik, Linde-Lou i tak dalej.
W dalszym ciągu jednak nie było Ganda. Ani Wędrowca, który zniknął już dawno, prawdopodobnie w tamtym wielkim hallu. Teraz Gabriel uświadomił sobie nareszcie, kogo jeszcze brak. Tym trzecim oczekiwanym był Tarjei.
Gand, Wędrowiec i Tarjei. Dlaczego właśnie oni trzej?
Gabriel siedział bardzo wygodnie. Każdy z przybyłych miał przed sobą mały pulpit i teraz przewodnicy o końskich głowach chodzili po sali i stawiali na tych pulpitach przekąski. Gabriel spojrzał spod oka na stojące przed nim talerzyki. Naprawdę można to zjeść? W dzieciństwie naczytał się bajek o różnych czarodziejskich potrawach przygotowanych z kociego mięsa, pajęczyny i takich tam rzeczy, jakie musieli zjadać ludzie, którzy zostali zamknięci we wnętrzu góry.
To jednak wyglądało bardzo dobrze, naprawdę smakowicie. I całkiem po ludzku. Zarówno różnego rodzaju przekąski, jak i ogromne ciasta z wielką ilością bitej śmietany.
