
W wieku dwudziestu jeden lat Rye odziedziczył małą posiadłość po matce i spędzał tam czas, kopiąc doły na słupy ogrodzeniowe, ścinając drzewa i urządzając sobie konne przejażdżki. Skutki tej fizycznej pracy rzucały się w oczy – giętkość i gra mięśni pod opaloną sk6rą przyciągały wiele kobiecych spojrzeń. Rye jednak widział, jak jego ojciec i młodszy brat wielokrotnie padali ofiarą chciwych kobiet, i był przekonany, że wszystkie interesują się wyłącznie wysokością bankowego konta, czyli, innymi słowy, są nic niewarte.
Wszedł do domu i natychmiast zorientował się, że jest tam ktoś jeszcze. Zamiast słońcem świeżym powietrzem pachniało perfumami, co raczej nie sprawiło mu przyjemności. Rozejrzał się i zobaczył nieznajomą kobietę stojącą w jadalni. Otworzyła właśnie szufladę w kredensie i przyglądała się zawartości z mieszaniną ciekawości i niedowierzania.
– Robisz inwentaryzację? – odezwał się chłodno. Kobieta wydała z siebie okrzyk zaskoczenia i odwróciła się. Jej czarne włosy lśniły w słońcu, a wielkie, ciemne oczy przyglądały mu się badawczo. Rye'owi wystarczyło jedno szybkie spojrzenie, by zauważyć, że tym razem jego ojciec przeszedł samego siebie. Nieznajoma miała kształty greckiej bogini, a jej krawiec najwidoczniej doskonale wiedział, za co bierze pieniądze. Nawet najmniejsze zaokrąglenie nie pozostało nie podkreślone. Bluzka była uszyta tak, że guziki ledwie wytrzymywały napór obfitego biustu. Rye automatycznie zaszeregował ją do kategorii "doświadczona rozwódka".
