
– Cześć – powiedziała z uśmiechem, wyciągając do niego rękę. – Nazywam się Cherry Larson.
– Do widzenia, Cherry. Powiedz tacie, że próbowałaś, ale aż się potłukłaś, bo tak brutalnie cię wyrzuciłem z domu. Może zrobi mu się ciebie żal i kupi ci jakąś błyskotkę. – Słowa były równie zimne Jak spojrzenie szarych oczu, którym przeszył. zaskoczoną kobietę.
– Tacie?
– Edward McCall II – wyjaśnił Rye, idąc do przedpokoju i zdejmując po drodze koszulę. – To ten facet z Teksasu, który zapłacił ci, żebyś mnie uwiodła.
– Och. – Zaskoczyło ją to. – On ci powiedział?
– Nie musiał. To jemu podobają się przekwitłe brunetki; a nie mnie.
Trzasnął drzwiami sypialni, zostawiając Cherry samą, aby w spokoju mogła przejrzeć jego stalowe sztućce. Gdy po kilku chwilach znów się pojawił, ubrany w dżinsy, roboczą koszulę i wysokie buty, dziewczyna wciąż stała w tym samym miejscu. Rye minął ją, nie zaszczycając nawet jedynym spojrzeniem.
– Wybieram się na przejażdżkę – powiedział, zdejmując kapelusz z kołka przy drzwiach kuchennych. – Kiedy wrócę, ciebie ma tu nie być.
– Ale… A jak się dostanę do miasta?
– Poszukaj kowboja z siwymi włosami. Nazywa się Lassiter. On uwielbia podwozić takie panienki jak ty.
Rye szedł do stajni zamaszystym krokiem, wyładowując zł6Ść. Od razu zobaczył Devila, swojego ulubionego wierzchowca. Wielki koń stał przywiązany do ogrodzenia zagrody i oganiał się od much długim, czarnym ogonem. Był już osiodłany, co oznaczało, że któryś z jego pracowników wyczuł, jak właściciel zareaguje na tę niespodziankę w domu. Przypuszczał, że tym domyślnym kowbojem jest Jim, który, chociaż sam był szczęśliwym mężem, w pełni rozumiał zachowanie swego pracodawcy.
