
— Kiedy go przewróciłem, wygrałem pierwszą bitwę. Chciałem wygrać od razu wszystkie następne, żeby mnie zostawili w spokoju — nie mógł nic poradzić, był zbyt przestraszony, zbyt zawstydzony własnymi postępkami. Znowu się rozpłakał. Nie lubił płakać i rzadko to robił; teraz, w ciągu niecałej doby płakał już trzeci raz. I za każdym razem było gorzej. Zalewać się łzami przed mamą, tatą i tym człowiekiem — to potworne. — Zabraliście czujnik — powiedział. — Musiałem sam o siebie zadbać, prawda?
— Ender, powinieneś poprosić o pomoc kogoś dorosłego… — zaczął ojciec.
Oficer jednak wstał i wyciągając rękę podszedł do Endera.
— Nazywam się Graff, Enderze. Pułkownik Hyrum Graff. Jestem szefem szkolenia wstępnego Szkoły Bojowej w Pasie. Przyjechałem, żeby ci zaproponować wstąpienie do tej szkoły. Jednak.
— Przecież czujnik…
— Ostatnią próbą było sprawdzenie, jak się zachowasz bez niego. Nie zawsze to robimy, ale w twoim przypadku…
— I zdałem?
Mama nie mogła uwierzyć.
— Przez niego ten mały Stilson jest w szpitalu. Co byście zrobili, gdyby go zabił? Dostałby medal?
— Nie chodzi o to, co zrobił, pani Wiggin, ale dlaczego — Graff podał jej teczkę z papierami. — Oto wymagane dokumenty. Syn państwa uzyskał akceptację Służby Doboru. Naturalnie, mamy zgodę państwa na piśmie, udzieloną w dniu potwierdzenia poczęcia. Inaczej nie mógłby się urodzić. Od owej chwili należał do nas, pod warunkiem, że się zakwalifikuje.
— To niezbyt ładnie z waszej strony — odezwał się drżącym głosem tato. — Pozwoliliście nam wierzyć, że możemy go zatrzymać, a potem jednak chcecie go nam odebrać.
— I to przedstawienie z chłopakiem Stilsonów — dodała mama.
— To nie było przedstawienie, pani Wiggin. Dopóki nie znaliśmy motywacji Endera, nie mogliśmy być pewni, że nie jest kolejnym…
musieliśmy wiedzieć, co oznaczały jego działania. A przynajmniej, co Ender myślał, że oznaczają.
