— Czy musi pan nazywać go tym głupim przezwiskiem? — mama zaczęła płakać.

— Przykro mi, pani Wiggin, ale on sam tak siebie nazywa.

— Co ma pan zamiar zrobić, panie pułkowniku? — spytał tato. — Wyjść po prostu razem z nim?

— To zależy — odparł Graff.

— Od czego?

— Czy Ender zechce ze mną pójść.

Szloch mamy zmienił się w śmiech pełen goryczy.

— Och, więc jednak jest jakiś wybór. Jak to miło!

— Wy dwoje dokonaliście tego wyboru w chwili poczęcia Endera. On nie decydował o niczym. Poborowi tworzą niezłe mięso armatnie, ale na oficerów potrzebni są ochotnicy.

— Oficerów? — spytał Ender. Na dźwięk jego głosu wszyscy nagle zamilkli.

— Tak — potwierdził po chwili Graff. — Szkoła Bojowa szkoli przyszłych dowódców statków kosmicznych, komandorów flotylli i admirałów flot.

— Nie oszukujmy się! — wtrącił gniewnie ojciec. — Ilu chłopców ze Szkoły Bojowej rzeczywiście obejmuje dowództwo statku?

— Niestety, panie Wiggin, ta informacja jest tajna. Mogę natomiast powiedzieć, że wszyscy, którzy przetrzymali pierwszy rok, uzyskali dyplom oficera. I żaden nie służył na niższym stanowisku niż pierwszy oficer pojazdu międzyplanetarnego. Nawet w formacjach obrony systemowej, w granicach układu słonecznego, można otrzymać wysoką szarżę.

— A ilu udaje się przetrzymać pierwszy rok? — spytał Ender.

— Wszystkim, którzy tego chcą — odparł Graff.

Niewiele brakowało, by Ender zawołał: Ja chcę. Ale ugryzł się w język. Owszem, nie musiałby wracać do szkoły, ale to był głupi argument. Za kilka dni wszyscy zapomną o sprawie. Peter zostałby daleko, co było o wiele ważniejsze, bo mogło okazać się kwestią życia i śmierci. Ale zostawić mamę i tatę, a przede wszystkim zostawić Valentine… Zostać żołnierzem… Ender nie lubił walki. Nie podobała mu się walka w stylu Petera, silni przeciwko słabym, a jeszcze bardziej walka w jego własnym stylu, sprytni przeciwko głupcom.



17 из 293