Ender nie mógł skupić spojrzenia na pułkowniku Graffie. Mężczyzna wydawał się odległy i tak mały, że Ender mógłby chwycić go pincetą i wrzucić do kieszonki. Zostawić tu wszystko i odlecieć do miejsca, gdzie będzie bardzo ciężko, bez Valentine, bez mamy i taty.

A potem przypomniał sobie filmy o robalach, które wszyscy musieli oglądać przynajmniej raz w roku. Masakra Chin. Bitwa o Pas. Śmierć,’ cierpienie i groza. I Mazer Rackham, jego niewiarygodne manewry, zniszczenie wrogiej floty dwa razy większej i potężniejszej niż jego własna przy użyciu maleńkich ziemskich stateczków, tak słabych i kruchych. Jak gdyby dzieci wygrały z dorosłymi. I zwycięstwo.

— Boję się — oświadczył cicho Ender. — Ale polecę z panem.

— Powiedz to jeszcze raz — polecił Graff.

— Po to się urodziłem, prawda? Jeśli odmówię, to po co w ogóle żyję?

— To za mało — stwierdził Graff.

— Nie chcę iść — rzekł Ender. — Ale pójdę. Graff kiwnął głową.

— Możesz jeszcze zmienić zdanie. Do chwili, gdy wsiądziesz ze mną do mojego wozu, możesz zmienić zdanie. Potem jesteś w dyspozycji Międzynarodowej Floty. Rozumiesz?

Ender przytaknął.

— Dobrze. Chodźmy im powiedzieć.

Matka płakała. Ojciec przycisnął Endera mocno. Peter uścisnął mu dłoń i powiedział:

— Ty szczęściarzu! Ty mały, durny pierdzielu!

Valentine ucałowała go pozostawiając na policzku swe łzy.

Nie musiał się pakować. Nie było nic, co mógłby ze sobą zabrać.

— Szkoła zapewni ci wszystko, co będzie potrzebne, od munduru po materiały szkolne. Co do zabawek… jest tylko jedna zabawa.



22 из 293