Trwało to ledwie kilka sekund. Znalazł się Graff, chwycił chłopca w powietrzu i zwinnie pchnął go w stronę drugiego mężczyzny z załogi.

— Lewa ręka. Chyba złamana — powiedział. Po chwili ranny dostał zastrzyk i zawisł nieruchomo w nad fotelami. Oficer wypełnił powietrzem szynę usztywniającą. Ender czuł mdłości. Chciał przecież tylko złapać tamtego za ramię.

Nie. To nieprawda, chciał mu zrobić krzywdę, pociągnął go z całej siły. Nie sądził, że stanie się to czego pragnął, lecz tamten odczuwał dokładnie taki ból, jaki Ender chciał mu sprawić. Zdradziła go zerowa grawitacja, to wszystko. Jestem jak Peter. Dokładnie taki sam. I Ender poczuł do siebie nienawiść. Graff pozostał w kabinie.

— Co z wami, tępaki? Czy wasze malutkie móżdżki nie pojęły jednego drobnego faktu? Sprowadzono was tutaj, żeby z was zrobić żołnierzy. W dawnych szkołach, w rodzinach, byliście może wspaniali i twardzi, może sprytni. Ale my wybraliśmy najlepszych z najlepszych i nie spotkacie tu innych. A kiedy wam mówię, że Ender Wiggin jest najlepszyw tej grupie, to weźcie to pod uwagę, matoły. Nie zaczepiajcie go. Mali chłopcy ginęli już w Szkole Bojowej. Czy wyrażam się jasno?

Zapadła cisza. Chłopiec siedzący obok Endera skrupulatnie starał się go nie dotykać.

Nie jestem zabójcą, powtarzał sobie Ender. Nie jestem Peterem. Cokolwiek on powie, ja jestem inny. Tylko się broniłem. Wytrzymałem bardzo długo. Byłem cierpliwy. Nie jestem taki, jak on opowiada.

Odezwał się głośnik informując, że zbliżają się do szkoły. Dwadzieścia minut zajmie deceleracja i dokowanie. Ender wstał jako ostatni. Tamci chętnie pozwolili mu wyjść na końcu, wspiąć się w górę w kierunku, który przy wsiadaniu był dołem. Graff czekał na końcu wąskiej rury, prowadzącej z promu do serca Szkoły Bojowej.



29 из 293