Enderowi zdawało się, że tak, ale nie był pewien, więc milczał.

— Nie. Oczywiście, że nie. Powiem więc wprost. Istoty ludzkie są wolne z wyjątkiem przypadków, kiedy potrzebuje ich ludzkość. Być może potrzebuje ciebie. Żebyś coś zrobił. Sądzę, że potrzebuje mnie. Żebym sprawdził, do czego się nadajesz. Obaj możemy dokonać rzeczy godnych potępienia, Ender, ale jeśli ludzkość przetrwa, to byliśmy dobrymi narzędziami.

— I tylko tyle? Narzędziami?

— Pojedyncze ludzkie istoty zawsze są tylko narzędziami, których używają inni, byśmy wszyscy mogli przeżyć.

— To kłamstwo.

— Nie. Tylko połowa prawdy. O drugą połowę możesz się martwić, kiedy wygramy tę wojnę.

— Skończy się, zanim dorosnę — stwierdził Ender.

— Mam nadzieję, że się mylisz — odparł Graff. — Nawiasem mówiąc, nie pomagasz sobie rozmawiając ze mną. Inni chłopcy na pewno już sobie opowiadają, jak to stary Ender Wiggin został z tyłu, żeby się podlizywać Graff owi. Jeśli raz rozejdzie się plotka, że jesteś pupilkiem szefa, będziesz załatwiony na dobre. Lepiej idź sobie i zostaw mnie samego.

— Do widzenia — rzucił Ender i przeciągnął się na rękach przez rurę, w której zniknęli pozostali. Graff przyglądał mu się przez chwilę. Jeden ze stojących w pobliżu nauczycieli zapytał:

— Czy to ten?

— Bóg jeden wie — odparł Graff. — Ale jeśli to me Ender, to lepiej będzie, jeśli szybko znajdziemy tego właściwego.

— Może nie istnieje — mruknął nauczyciel.

— Może. Wtedy jednak, Andersen, okaże się, że Bóg jest robalem. Możesz się na mnie powołać w tej sprawie.

— Zrobię to.

Przez chwilę stali w milczeniu.

— Andersen.

— Mmm?

— Ten dzieciak się myli. Jestem jego przyjacielem.

— Wiem.

— On jest czysty. Dobry, aż do samego serca.



31 из 293