
— Proszę go zatrzymać jeszcze przez godzinę. Jeśli nie zacznie mówić za kwadrans, proszę mnie wezwać. Mogłem go wyczepić do końca. Nie mam mózgu robala.
* * *
Wrócił na lekcję panny Pumphrey ledwie piętnaście minut przed końcowym dzwonkiem. Wciąż jeszcze czuł się trochę niepewnie.
— Dobrze się czujesz, Andrew? — spytała panna Pumphrey. Kiwnął głową.
— Zasłabłeś? Pokręcił.
— Nie wyglądasz za dobrze.
— Nic mi nie jest.
— Lepiej usiądź.
Ruszył do swojej ławki, ale zatrzymał się. Czego właściwie szukał? Nie mógł sobie przypomnieć.
— Twoje miejsce jest dalej — powiedziała panna Pumphrey. Usiadł, ale wiedział, że szuka czegoś innego, czegoś, co utracił. Później znajdę.
— Twój czujnik — szepnęła dziewczynka z tyłu. Andrew wzruszył ramionami.
— Jego czujnik — powtórzyła innym.
Andrew przesunął palcami po szyi. Trafił na bandaż. Czujnika nie było. Teraz niczym nie różnił się od pozostałych.
— Jesteś spłukany, Andy? — spytał chłopak, siedzący w sąsiednim rzędzie, trochę z tyłu. Nie pamiętał jego imienia. Peter. Nie, to był ktoś inny.
— Panie Stilson, mógłby pan nie przeszkadzać? — spytała panna Pumphrey. Stilson skrzywił się.
Panna Pumphrey mówiła o mnożeniu. Ender bawił się na komputerze rysując konturową mapę górzystej wyspy i każąc potem wyświetlać ją w trzech wymiarach ze wszystkich stron. Nauczycielka dowie się, oczywiście, że nie uważał, ale nie będzie mu zwracać uwagi. Zawsze znał odpowiedź, nawet wtedy, gdy sądziła, że nie uważa.
W rogu ekranu pojawiło się słowo i zaczęło marsz wokół krawędzi. Z początku widział je do góry nogami i od tyłu, ale wiedział, co oznacza na długo przedtem, nim dotarło do dolnego brzegu i odwróciło się we właściwą stronę: TRZECI.
Ender uśmiechnął się. To on wymyślił sposób na przekazywanie wiadomości tak, by płynęły po ekranie.
