Najprawdopodobniej wynająłby łódź i zabrałby je na Long Island Sound. Od małego uczyłby Tanę pływać, zbierać mięczaki, biegałby z nią po parku, jeździliby na wycieczki rowerowe… rozpieszczałby swoją śliczną, jasnowłosą córeczkę, która wyglądała dokładnie tak samo jak on. Szczupła, zgrabna, zielonooka blondynka, z tym samym co ojciec figlarnym uśmieszkiem na twarzy. Pielęgniarki w szpitalu miały rację. Jedwabiste, czarne włoski wytarły się wkrótce po urodzeniu i zastąpiła je burza bladozłotych kędziorków. Potem zaczęły bardziej przypominać złociste, proste łany zboża. Wyrosła na śliczną dziewczynkę i Jean była z niej bardzo dumna.

Gdy Tana miała dziewięć lat, Jean udało się przenieść ją ze szkoły publicznej do szkoły Panny Lawson. Miało to dla niej wielkie znaczenie, a dla dziewczynki była to wspaniała szansa na lepszą przyszłość. Artur Durning okazał się bardzo pomocny w tej sprawie, mimo że nazywał to tylko drobną przysługą. Wiedział, jak istotną kwestią było umieszczenie dziecka w dobrej szkole. Sam miał dwoje dzieci, które chodziły do ekskluzywnych szkół: Cathedral i Williams w Greenwich. Były starsze od Tany; jedno o dwa, a drugie o cztery lata.

Jean dostała tę posadę przez przypadek. Artur Durning kilkakrotnie przychodził do biura, w którym pracowała. Odbywał długie konferencje z jednym z właścicieli, Martinem Pope. Pracowała dla Pope'a, Madisona i Watsona już dwa lata i umierała z nudów. Ponieważ jednak płacili jej nieźle, nie mogła pozwolić sobie na to, żeby się zwolnić i szukać jakiejś pracy „dla przyjemności”. Musiała pamiętać o Tanie. Myślała o niej w dzień i w nocy. Celem jej życia było wychowanie córki. To właśnie powiedziała Arturowi, kiedy zaprosił ją na drinka po dwóch miesiącach przypadkowych spotkań w biurze Martina Pope'a.

Artur i Marie żyli wtedy w separacji – Marie przebywała w „prywatnej klinice” w Anglii. On niechętnie o tym mówił, a Jean nie naciskała. Miała dosyć swoich własnych problemów i obowiązków. Nigdy nie użalała się przed nikim na swój los.



17 из 356