Pozwolili jej pracować w firmie jeszcze sześć miesięcy. Podobno to i tak dosyć długo w porównaniu z innymi pracodawcami. Uważali widocznie, że jest to ich patriotyczny obowiązek, skoro jej mąż, Andy jest na wojnie. Napisała mu o tym. Pisała do niego prawie codziennie, ale listy od niego przychodziły nie częściej niż raz na miesiąc. Zwykle był zbyt zmęczony, żeby pisać, a przy tym korespondencja docierała do niej z bardzo dużym opóźnieniem. Walka na froncie, jak pisał, wcale nie przypominała handlu buickami w Nowym Jorku. Rozśmieszał ją opowieściami o kiepskim żarciu i dowcipami o kumplach z wojska. Starał się, żeby wszystko, co opisywał, nie wyglądało tak strasznie jak w rzeczywistości. Ale ona, czytając te listy, bała się jak nigdy w życiu. Zwłaszcza wtedy, gdy nie czuła się najlepiej. Kiedy okazało się, że jest w ciąży, była pełna sprzecznych uczuć. W ciągu tych kilku dni przed jego wyjazdem myśl o dziecku cieszyła ją, ale gdy podejrzenia potwierdziły się, nie była przekonana, czy da sobie radę. Musiała przecież rzucić pracę, a poza tym była sama. Dręczyły ją wątpliwości, czy uda jej się utrzymać siebie i dziecko? Nie była też pewna jego reakcji. Na szczęście, kiedy wreszcie dostała list, wyglądało na to, że jest zachwycony i cieszy się razem z nią. Była wtedy w piątym miesiącu i nie bała się już tak bardzo jak na początku.

Przez kilka ostatnich miesięcy miała dość czasu, żeby zamienić ich sypialnię w pokoik dla niemowlęcia. Wszystko uszyła sama z białej tkaniny i wykończyła żółtymi kokardkami. Szyk i robiła na drutach maleńkie czapeczki, buciczki i sweterki. Namalowała śliczne obrazki na ścianach wokół kącika dla dziecka i chmurki na suficie. Jeden z sąsiadów skrzyczał ją nawet, gdy dowiedział się, że malowała sama, stojąc na drabinie. Ale teraz, kiedy nie pracowała, nie miała nic lepszego do roboty. Oszczędzała każdy grosz. Nie chodziła do kina, żeby jak najwięcej odłożyć. Poza tym dostawała część żołdu Andy'ego.



9 из 356