– Świetnie. Właśnie tego nam teraz trzeba. – Zasępił się i nerwowo spojrzał na zegar przy łóżku. Było dziesięć po czwartej. Musiał już iść.

– Może właśnie tego. – Nagle zaczęła szybko mówić, jakby chciała zdążyć przed jego odjazdem. – To znaczy, wiesz Andy, ja bardzo chciałabym, żeby to była prawda.

– Właśnie teraz? – Spojrzał na nią z niedowierzaniem. W ciszy ciasnego pokoiku usłyszał jej szept.

– Tak.

ROZDZIAŁ DRUGI

Za oknem przemknął z łoskotem pociąg, dając odrobinę przewiewu w powietrzu, jakby zastygłym w bezruchu i upale. Jean już od kilku dni siadywała bezczynnie przed otwartym oknem. Sierpniowy żar był tak dokuczliwy, że wydawało się jakby dom miał za chwilę stanąć w płomieniach ognia. Fale gorąca unosiły się z chodników, przyklejając się do rozpalonych ścian piaskowca. Czasem w nocy wstawała z łóżka, by choć przez chwilę nacieszyć się tchnieniem wiatru, który unosił za sobą przejeżdżający pociąg. Innym razem siadała w łazience owinięta mokrym ręcznikiem, ale tak naprawdę to nic nie pomagało; cały czas było za gorąco. Dziecko tylko pogarszało sytuację. Czuła, że za chwilę jej ciało eksploduje. Ruchy dziecka były ostatnio silniejsze, jakby ono też się dusiło od tego upału. Jean uśmiechnęła się myśląc o nim. Nie mogła się doczekać, żeby je zobaczyć… zostały już tylko cztery tygodnie… za cztery tygodnie będzie mogła wziąć swoje maleństwo na ręce… miała nadzieję, że będzie podobne do Andy'ego. Był teraz gdzieś na Pacyfiku i robił dokładnie to, czego chciał – walczył z Japońcami. Pisał o tym w listach, a jego słowa jakoś zawsze sprawiały jej ból. Jedna z dziewcząt z biura, w którym pracowała, była Japonką i zareagowała tak miło, gdy dowiedziała się, że Jean jest w ciąży. Nawet zastępowała ją na początku, gdy Jean miała takie mdłości, że nie mogła wytrzymać w pracy. Bywało, że kiedy dowlokła się do biura, gapiła się bezmyślnie w maszynę do pisania i modliła, by udało się jej zdążyć do łazienki.



8 из 356