
Wyciągnięta ręka opadła; nie dotknął jej.
— Nie — szepnął po chwili. — Wiem, wiem. Teraz jesteś maleńką Pożartą. Aleja… Milczała.
— To był ciężki dzień dla mojej maleńkiej — powiedział w końcu mężczyzna. Odsunął się. Nikłe światełko migotało w jego szerokiej żółtej dłoni.
— Nie powinieneś przychodzić do tego Domu, Manan.
— Nie… Wiem, że nie. Nie powinno mnie być w tym miejscu. No cóż, dobrej nocy, maleńka… Dobrej nocy.
Dziecko milczało. Manan odwrócił się wolno i odszedł. Świetlne błyski znikły z wysokich ścian. Dziewczynka, której jedynym imieniem było teraz Arha, Pożarta, leżała na plecach i nieruchomym wzrokiem wpatrywała się w ciemność.
2. Mur wokół Miejsca
Nie zdawała sobie z tego sprawy, ale w miarę dorastania zapominała matkę. Przynależała tutaj, do Miejsca Grobowców; zawsze tu była. Tylko czasem, w długie sierpniowe wieczory, kiedy patrzyła na góry na zachodzie, wysuszone i płowe w blasku słońca, wspominała ogień, który dawno temu płonął na kominku, rzucając takie samo żółte światło. Wtedy wracała pamięć o tym, jak ją przytulano — niezwykła, gdyż tutaj mało kto jej dotykał. I wspomnienia przyjemnego zapachu, aromatu włosów świeżo umytych i płukanych w wodzie z szałwią — długich, jasnych włosów o barwie ognia i słońca tuż nad horyzontem. Tylko tyle jej pozostało.
Naturalnie, wiedziała więcej niż pamiętała, gdyż opowiedziano jej całą historię. Kiedy miała sześć czy siedem lat i zaczynała się zastanawiać, kim jest ta osoba, którą nazywają Arhą, poszła do swego opiekuna, dozorcy Manana.
— Opowiedz mi, jak zostałam wybrana, Manan — poprosiła.
— Przecież wiesz, maleńka.
Rzeczywiście wiedziała. Wysoka kapłanka Thar powtarzała jej to swym oschłym głosem, dopóki nie nauczyła się słów na pamięć.
— Wiem — przyznała i zaczęta recytować: — Po śmierci Jedynej Kapłanki Grobowców Atuanu, ceremonie pogrzebu i oczyszczenia kończą się z upływem jednego miesiąca kalendarza księżycowego.
