
– Poważne kłopoty, panno baronówno. Sytuacja jest bardzo zła. Zostało mu tylko kilka dni, a potem koniec.
Cecylia skinęła głową.
– Proces?
Tak.
Nie potrzebowali więcej słów. Kamerdyner wprowadził ją do eleganckiego saloniku i zniknął.
Mimo że w świetle tej rozmowy zamiary Cecylii wydawały się nieco prostsze, nie odczuwała ulgi. Musiała czekać dobrą chwilę, co bynajmniej nie działało na nią uspokajająco. Czuła, że pocą jej się ręce. W ciągu nieprzerwanej nerwowej wędrówki po pokoju zdążyła zauważyć wszystkie, najdrobniejsze nawet szczegóły.
Salonik urządzony był z wielkim smakiem. Znajdowały się tu przedmioty ogromnej wartości, wspaniałe rzeźbione renesansowe fotele, mapa świata, z której Cecylia nie pojmowała zbyt wiele, piękne książki… Alexander Paladin musiał być bardzo bogaty. Teraz jednak to bogactwo nie mogło mu w niczym pomóc.
Nareszcie w korytarzu rozległy się pospieszne kroki i Cecylia, stojąca przed portretami przodków rodu, drgnęła. Poczuła, że krew uderza jej do głowy, a dłonie zaciskają się mocno. Stała bez ruchu i wielkimi oczyma wpatrywała się w drzwi. Najważniejsze, żeby teraz wyłożyć wszystko jasno i zwięźle!
Alexander wszedł do pokoju. Wyglądał dość marnie.
– Co się stało, Cecylio? Posłaniec powiedział, że to bardzo pilne, a ja brałem właśnie udział w posiedzeniu rady.
Cecylia była sztywna ze strachu.
– Czy musisz się bardzo spieszyć?
– Tak by było najlepiej.
– Ale możesz mi poświęcić pół godziny?
Zawahał się.
– Spróbujmy załatwić to jak najszybciej. Panowie z rady nie byli zadowoleni, że wychodzę.
– Wybacz mi – szepnęła spuszczając wzrok. – Postaram się wyjaśnić wszystko krótko. Jest to jednak sprawa, której nie da się załatwić w dwóch słowach. Chciałabym mieć wiele dni…
– Usiądź! – powiedział bardziej przyjaźnie i sam usiadł naprzeciw niej. – Widzę, że coś cię gnębi. O co chodzi?
