
Jakiż on jest przystojny, pomyślała. Jakie ma czyste, arystokratyczne rysy i jakie piękne oczy! Teraz jednak nie miało to najmniejszego znaczenia. Tak starannie obmyśliła wszystko, co mu powie, a nagle okazało się, że nie pamięta nic, ani słowa.
– Alexandrze… Przychodzę do ciebie z pewną propozycją, ale proszę, żebyś nie myślał, że chcę cię dotknąć albo zranić. – Margrabia ściągnął brwi. – Nie chciałabym niczego na tobie wymuszać – wyjąkała. – Wiem, że masz teraz kłopoty, ale ja zawsze byłam po twojej stronie, nie zapominaj o tym! – Alexander wciąż czekał i Cecylia wyczuwała wyraźnie jego rezerwę. Zdesperowana wyrzuciła z siebie jednym tchem: – Potrzebuję twojej pomocy! Rozpaczliwie!
Wyglądał, jakby zrobiło mu się niedobrze.
– Pieniądze?
– Nie, nie! Ale myślę, że mogłabym zarazem pomóc tobie…
Nie, tego się w ogóle nie da ani opowiedzieć, ani zrobić. Widziała, że na dźwięk jej ostatnich słów Alexander zesztywniał. Cecylia wykręcała sobie palce, załamywała ręce, bliska płaczu.
– Ja wiem, że znalazłeś się w bardzo trudnej sytuacji. Nie znam szczegółów, ale… – Zaczynała się powtarzać. To już przecież mówiła.
– Mów dalej – rzekł bezbarwnie. – Potrzebujesz mojej pomocy. Jakiego rodzaju?
Cecylia przełknęła ślinę.
– No dobrze, słuchaj. Kiedy byłam w domu na Boże Narodzenie, popełniłam straszne głupstwo. Niewybaczalne głupstwo, z którego nigdy nawet sama przed sobą nie zdołam się wytłumaczyć. Dzisiaj rano uświadomiłam sobie, że spodziewam się dziecka.
Alexander przestał oddychać.
– To się stało dopiero co – dodała pospiesznie. – Nie więcej niż dwa tygodnie temu. Po powrocie dowiedziałam się też, że grozi ci proces może nawet utrata głowy, z powodu twojej… skłonności. Wygląda na to, że stało się coś niedobrego, gdy mnie tu nie było…
– Tak – odparł po chwili wahania i podniósł się, jakby nie był w stanie dłużej patrzeć jej w oczy. Potem odwrócił się do niej plecami i powiedział: – Pamiętasz może Hansa?
