
Najgorszy ze wszystkiego byłby jednak powrót do parafii Grastensholm, gdzie mieszka pastor z żoną.
Cecylia nie chciała go więcej widzieć. Nigdy w życiu! Był to dobry i życzliwy człowiek, wspaniały pod każdym względem. Przestępstwo, którego się oboje dopuścili, powodowani jedynie uczuciami, jakie rodzi samotność, rozdzieliło ich na zawsze. Jak dwie krople wody, które spadając na rozżarzony metal rozbiegają się każda w swoją stronę.
A ponadto…Gdyby małżeńska zdrada Martina wyszła na jaw, ona przypłaciłaby to głową, lecz on być może także.
Drgnęła na dźwięk głosu Alexandra:
– Zanim cokolwiek zostanie postanowione, chciałbym zapytać, jak zamierzasz to wszystko urządzić, nasze wspólne życie?
– Masz na myśli sprawy praktyczne?
– Tak.
– Myślałam o tym – rzekła Cecylia pospiesznie. – Jeśli podejmiemy taką decyzję, to myślę, że każde z nas powinno mieć swoją sypialnię. Obok siebie, żeby nie budzić niczyich podejrzeń, lecz pokoje powinny być prywatnym terenem każdego z nas. Chyba nie ma w tym nic niezwykłego?
– Nie, zupełnie nic – powiedział z pewnym ociąganiem.
– O jedno chciałabym cię mimo wszystko prosić. Rozumiem, że nie możesz odmienić swojej natury. Czy jednak mógłbyś okazać mi tyle szacunku, żeby nie przyjmować swoich przyjaciół w… swojej sypialni? Jeśli to możliwe… to w innym pokoju…? Gdzieś dalej?
Skąd brała odwagę, by mówić tak otwarcie? Sama była tym zaskoczona. Musieli jednak mieć pełną jasność co do przyszłej sytuacji, próbowała więc stłumić w sobie niechęć do tego tematu.
