Wybuchała gniewem. Przeklinała młodego pastora najgorszymi słowami, odsądzała go od czci i wiary, dopóki ostatecznie nie zrozumiała, że był to także jej błąd. Nie protestowała przecież w odpowiednim czasie.

Teraz jednak potrzebna jej była rada, a nie szukanie winnego.

Można się było co prawda pocieszać, że na razie nic nie wiadomo, bo od spotkania z Martinem w szopie przy cmentarzu minęło niewiele ponad dwa tygodnie. Cecylia jednak miała wystarczająco dużo intuicji, by przeczuwać, iż sprawa jest poważna.

Czekała na wyjazd ze stolicy i kończyła haft na sukience Anny Catheriny, córeczki króla i pani Kirsten Munk, ale bardzo niewiele pereł udało jej się przyszyć na właściwym miejscu. Wzór mienił jej się przed oczami i zamazywał, zamiast niego pojawiały się przerażające wizje przyszłości: ona z dzieckiem, którego nikt nie akceptuje, odrzucona, pogardzana, karana…

Cecylia westchnęła i próbowała się skupić na hafcie, lecz przychodziło jej to z trudem. Za trzy dni miała odjechać powozem do Frederiksborg, a tymczasem siedziała, nie mogąc w żaden sposób wybrnąć ze swojej niewypowiedzianie dramatycznej sytuacji. Kiedy jej stan wyjdzie na jaw, to naprawdę nie będzie dla niej litości. W najlepszym razie zostanie wyrzucona z zamku. W najgorszym czeka ją pręgierz, a potem udręka przez całe życie.

Swoje fatalne położenie uświadomiła sobie pewnego ranka, gdy to, czego oczekiwała od tygodnia, nie nadeszło. Poczuła się wtedy chora i upokorzona, lecz w ciągu dnia pracowała, jak zawsze, bardzo starannie.

Przez cały dzień rozmyślała, panicznie poszukując rozwiązania. Najbardziej szalone pomysły odrzucała. Słyszała, oczywiście, o różnych sposobach pozbycia się płodu, takich jak praca do utraty sił czy taniec do upadłego, przez całą noc. Można też podnosić ciężary, aż będzie trzeszczało w krzyżu, pójść do znachorki lub zażyć jakieś znane kobietom środki. Nie była jednak zdolna do tego, by odbierać życie.



8 из 190