
– Podobnie jak w twoim przypadku posiadanie krzyżyka dałoby ci nieuczciwą przewagę.
Cóż mogłam powiedzieć? W pewnym sensie miał rację.
Szkoda, że sam krzyż nie potrafi zranić wampira. Nie chodzi wyłącznie o kształt. Krzyż musi zostać poświęcony, a nosząca go osoba musi wierzyć w jego moc. Ateista wymachujący krzyżem przed wampirem to naprawdę żałosny widok.
Jego głos był tak cholernie kojący. Miałam chęć unieść wzrok i zobaczyć twarz mówiącego. Jean-Claude był zaintrygowany faktem, że po części byłam na niego uodporniona. A także blizną w kształcie krzyża na moim ramieniu. Widok jej mocno go rozbawił. Za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, robił, co mógł, aby mnie zauroczyć, a ja, najlepiej jak potrafiłam, starałam się go zignorować. Aż do tej pory mi się udawało.
– Nigdy dotąd nie miałeś nic przeciw temu, że noszę na szyi krzyżyk.
– Wtedy współdziałałaś z policją, teraz jest inaczej.
Spojrzałam na jego klatkę piersiową i zaczęła zastanawiać się, czy koronka była tak miękka, jak się wydawała – zapewne nie.
– Czyżbyś nie była pewna swych mocy, mała animatorko? Wierzysz, że twoją jedyną bronią przeciwko mnie jest ten malutki srebrny przedmiot, który nosisz na szyi?
Nie wierzyłam, ale wiedziałam, że mi pomaga. Jean-Claude twierdził, że ma dwieście pięć lat. Przez dwa stulecia można zgromadzić w sobie wiele mocy. Chciał dać do zrozumienia, że jestem tchórzem. Nie byłam.
Uniosłam dłonie, aby rozpiąć łańcuszek. Wampir cofnął się i odwrócił do mnie plecami. Srebro spłynęło błyszczącą strugą do moich rak. Tuż obok pojawiła się blondwłosa śmiertelniczka. Podała mi numerek i zabrała łańcuszek. Dobre, hostessa od zbierania relikwii.
Bez krzyżyka poczułam się jak naga. Nie zdejmowałam go podczas snu ani nawet do kąpieli.
