Jean-Claude znów do mnie przystąpił.

– Nie oprzesz się dzisiejszemu przedstawieniu, Anito. Ktoś cię zauroczy.

– Nie – odparłam. Trudno jednak zgrywać twardą sztukę, wpatrując się w pierś drugiej osoby. Aby grać ostro, trzeba patrzeć temu komuś prosto w oczy, co ze zrozumiałych względów nie wchodziło w rachubę.

Zaśmiał się. Ten dźwięk musnął moją skórę niczym pieszczota. Ciepła i niebezpieczna zarazem. Śmiertelnie niebezpieczna.

Monica schwyciła mnie za rękę.

– To ci się spodoba, obiecuję.

– Tak – rzekł Jean-Claude. – To będzie niezapomniany wieczór.

– Czy to groźba?

Znów się zaśmiał tym okropnym ciepłym śmiechem.

– Anito, pamiętaj, że to przybytek rozkoszy, a nie przemocy.

Monica ciągnęła mnie za rękę.

– Pospiesz się, zaraz zacznie się występ.

– Występ? – spytała Catherine.

Uśmiechnęłam się mimowolnie.

– Witaj w jedynym na świecie wampirzym klubie striptizowym, Catherine.

– Żartujesz.

– Słowo honoru. – Spojrzałam w stronę drzwi; nie wiem, czemu to zrobiłam. Jean-Claude stał w kompletnym bezruchu, obojętny na wszystko, jakby w ogolę go tam nie było. I nagle się poruszył, unosząc bladą dłoń do ust. Posłał mi całusa z drugiego końca sali. Rozpoczął się wieczorny występ.

4

Nasz stolik nieomal dotykał sceny. Salę przepełniał głośny śmiech i woń alkoholu, a także sporadyczne udawane wrzaski, gdy wampirzy kelnerzy lawirowali wśród stolików. Dokoła wyczuwało się nieudolnie skrywany strach. Taki, jakiego doświadczasz podczas zjazdu kolejką górską albo w kinie na filmie grozy. Bezpieczny lęk.

Światła zgasły. W sali rozbrzmiały donośne krzyki, wysokie i piskliwe. Prawdziwy strach, choć tylko przez chwilę. Z ciemności dobiegł głos Jean-Claude’a:

– Witamy w Grzesznych Rozkoszach. Jesteśmy tu, aby wam służyć. Aby spełniły się wasze najmroczniejsze marzenia.



16 из 306