
Przełknęłam ślinę. Nie byłam pewna, co się wydarzy, ale mogłam się założyć, że to mi się nie spodoba.
Obiema dłońmi odgarnął z twarzy kosmyki długich włosów. Przez chwilę kołysał się i spacerował dumnie wzdłuż sceny. Przystanął opodal naszego stolika i przypatrywał się nam z góry. Jego szyja wyglądała jak ręka ćpuna.
Musiałam odwrócić wzrok. Tyle ślicznych małych śladów po ukąszeniach i niedużych blizn. Uniosłam wzrok i zauważyłam, że Catherine wpatruje się w jego podbrzusze. Monica wychyliła się lekko do przodu na krześle, usta miała delikatnie rozchylone.
Mężczyzna zacisnął silne dłonie na podkoszulku i szarpnął. Materiał pękł z trzaskiem. Widzowie jęknęli w głos. Kilka kobiet wykrzyknęło jego imię. Uśmiechnął się. Uśmiech był olśniewający, promienny, seksowny, tak że nic nie mogło mu się oprzeć.
Na jego gładkiej nagiej piersi widniały blizny, białe i różowe, nowe i stare. Wpatrywałam się w nie z rozdziawionymi ustami.
– Boże – wyszeptała Catherine.
– Wspaniały, prawda? – spytała Monica.
Spojrzałam na nią. Jej wywinięty kołnierzyk nieco się obsunął, ukazując dwie zgrabne rany kłute, dość stare, wyglądające prawie jak blizny. Jezu kochany.
Muzyka stała się ostra i drażniąca. Mężczyzna tańczył, kołysząc się i wirując, wkładając w każdy ruch całą siłę. Na lewym obojczyku miał masę białych blizn, postrzępionych i paskudnych. Coś ścisnęło mnie w żołądku. Wampir rozszarpał mu obojczyk, targał nim jak pies połciem mięsa. Wiedziałam, bo sama miałam podobną bliznę. Wiele podobnych blizn.
W dłoniach jak grzyby po deszczu pojawiły się banknoty dolarowe. Monica machała plikiem pieniędzy jak flagą. Nie chciałam, aby Phillip zbliżał się do naszego stolika. Musiałam nachylić się do Moniki, aby mogła mnie usłyszeć wśród tego hałasu.
