Jego głos brzmiał niczym jedwabisty szept niosący się pośród mroku. Cholera, był niezły.

– Zastanawialiście się, jakie to uczucie, poczuć na swojej skórze mój oddech? Albo dotyk warg na szyi? Ostre muśnięcie zębów. Słodki, dojmujący ból zatapianych kłów. Wasze serce tłukące się spazmatycznie o moją pierś. Waszą krew wpływającą do moich żył. Dzielenie się wami. Dawanie mi życia. Świadomość, że bez was wszystkich, bez każdego z was, tak naprawdę nie mógłbym żyć.

Może sprawiła to wszechogarniająca ciemność, tak czy owak miałam wrażenie, jakby zwracał się bezpośrednio do mnie – i tylko do mnie. Byłam jego wybranką, jego jedyną. Nie, to nie tak. Każda kobieta w tym klubie czuła dokładnie to samo. Wszystkie byłyśmy jego wybrankami.

I być może było w tym więcej prawdy aniżeli w czymkolwiek innym.

– Nasz pierwszy dżentelmen dzisiejszego wieczoru ma takie same pragnienia. On także chciałby poznać smak tego najsłodszego spośród pocałunków. Staje teraz przed wami, by zaświadczyć, że to naprawdę niezwykłe i cudowne uczucie! – Pozwolił, aby cisza wypełniła ciemność, aż mój własny rytm serca wydał mi się przeraźliwie głośny. – Phillip jest dziś z nami.

– Phillip! – wyszeptała Monica. W sali rozległy się zduszone szmery, a potem zaczęło się ciche skandowanie. – Phillip, Phillip…

Dźwięk ten narastał wokół nas jak modlitwa.

Zaczęły zapalać się światła, jak w kinie po skończonym seansie. Pośrodku sceny pojawiła się jakaś postać. Miała na sobie biały obcisły podkoszulek – facet nie był kulturystą, ale wyglądał na dobrze zbudowanego. Dobrego nigdy za wiele. Wizerunku dopełniała czarna skórzana kurtka, obcisłe dżinsy i skórzane buty. Wyglądał, jakby przyszedł prosto z ulicy. Gęste kasztanowe włosy przy każdym ruchu omiatały jego ramiona.

W mrok powoli sączyła się muzyka. Mężczyzna kiwał się rytmicznie, lekko kołysząc biodrami. Zaczął zsuwać z ramion skórzaną kurtkę, poruszając się niemal w zwolnionym tempie. Delikatna muzyka przybrała na sile. Pojawiło się w niej mocne pulsowanie. Striptizer kołysał się w rytm tego pulsowania. Kurtka opadła na scenę. Mężczyzna przez chwilę wpatrywał się w widownię, prezentując nam to, co miał do pokazania. W zgięciu obu łokci widniały rozległe blizny, tworząc białe wzgórki zabliźnionych tkanek.



17 из 306