
– Utnę ci je, jeśli zrobisz to jeszcze raz. – Pogroziła mu nożem, wcale nie żartobliwie. Bez przerwy się z nią drażnił. Lubił siostrze dokuczać, przekomarzać się z nią i grać na nerwach. Czasem tak długo prowokował Crystal, aż wyprowadzona z równowagi zamierzała się na niego. Z łatwością unikał ciosu, a potem tarmosił ją za uszy za to, że próbowała go uderzyć. – Zostaw mnie… idź przeszkadzaj komu innemu, Jar. – Często go przezywała. – A może byś nam pomógł?
– Mam co innego do roboty. Muszę pomóc ojcu utoczyć wina.
– No pewnie… – mruknęła. Widziała go kilka razy pijanego, ale prędzej by umarła, niż doniosła o tym ojcu. Nawet kiedy się kłócili, istniała między nimi jakaś nić tajemnego porozumienia. – Uważaj, żeby zostało coś dla gości.
– A ty nie zapomnij włożyć butów. – Znów klepnął ją w pośladek. Upuściła nóż i chwyciła go za ramię, ale wyrwał się jej i pogwizdując pobiegł do swojego pokoju. Na chwilę zatrzymał się przed drzwiami do sypialni dziewcząt i zajrzał do środka, akurat kiedy Becky stała w samym staniku i majtkach, poprawiając pas do podwiązek. – Cześć, mała… O, rany! – Gwizdnął przeciągle, a Becky wydarła się na cały głos.
– Zabierzcie go stąd! – Rzuciła w niego szczotką do włosów, ale zdążył zatrzasnąć drzwi, zanim nią oberwał. Sceny takie często powtarzały się w starym, wygodnym domu i nikt nie zwracał na nie uwagi.
Tad Wyatt wszedł do kuchni ubrany już w ciemnoniebieski garnitur. W jego postawie wyczuwało się solidność, serdeczność i nietuzinkowość. Rodzina Tada miała kiedyś sporo pieniędzy, ale większość stracili dawno temu, jeszcze przed kryzysem. Musieli sprzedać setki hektarów ziemi, ale on przeorganizował gospodarstwo tak, że znów stało się dochodowe. Od lat pracował w pocie czoła, a Olivia mu pomagała. Zanim się jednak ożenił, zwiedził kawałek świata. Teraz niekiedy podczas długich, wspólnych spacerów z Crystal albo ulewnych deszczów, albo gdy czekali na ocielenie się krowy, opowiadał córce o swych podróżach. Dzielił się z nią wspomnieniami na poły zatartymi i bardzo odległymi.
