
– Świat jest ogromny, moja mała… istnieje mnóstwo pięknych zakątków… może nie są ładniejsze od tego, w którym mieszkamy… ale godne poznania… – Opowiadał o Nowym Orleanie i o Nowym Jorku, nawet o Anglii. Zawsze, kiedy Olivia słyszała te opowieści, karciła go za nabijanie głowy Crystal takimi głupstwami. Olivia nigdy nie wyjeżdżała dalej niż do stanów południowo-zachodnich, a nawet tamte tereny wydawały jej się obce. Dwójka starszych dzieci podzielała ten pogląd na życie. Wystarczała im dolina i jej mieszkańcy. Tylko Crystal marzyła o czymś więcej i była ciekawa, czy kiedyś zobaczy nieco świata. Kochała dolinę równie gorąco jak ojciec, ale w jej sercu było miejsce na nowe doznania i marzenia o dalekich krainach.
– Jak się czuje moja dziewczynka? – Tad Wyatt z dumą spojrzał na swoją młodszą córkę. Nawet w starej niebieskiej sukience Crystal była tak piękna, że na jej widok wstrzymał oddech. Nie potrafił ukryć tego, co czuje. Cieszył się, że to nie dzień ślubu Crystal. Wiedział, że by tego nie przeżył. I na pewno nie pozwoliłby jej poślubić kogoś takiego jak Tom Parker. Dla Becky Tom wydawał się odpowiednim mężem. Becky nie potrafiła marzyć… obce jej były gwałtowne porywy serca… nie odczuwała skrytych pragnień. Chciała mieć męża i dzieci, mieszkać w domku na wsi, żyć z człowiekiem przeciętnym, bez wygórowanych ambicji i trzeźwo patrzącym na świat. I będzie miała to, czego chciała.
– Cześć, tato. – Crystal spojrzała mu prosto w oczy i uśmiechnęła się lekko. Choć nie powiedziała nic więcej, ten uśmiech i spojrzenie były wymownym świadectwem jej miłości do ojca.
– Czy mama uszyła ci na dzisiejszą uroczystość ładną sukienkę? – Chciał, by się ładnie ubierała, aby zawsze miała coś gustownego. Uśmiechnął się, bo przypomniał sobie pończochy, które dał Crystal, choć Olivia uważała, że są nieodpowiednie dla ich młodszej córki.
