– Obudź się, śpioszku – szepnęła mu do ucha. -Dojeżdżamy.

Usiadł od razu, ziewnął, przetarł oczy i już był całkiem rześki, i podskakiwał na siedzeniu, patrząc z okna powozu na drzewa oraz dom wyłaniający się zza zakrętu.

– Czy będą tam inne dzieci, z którymi mógłbym się bawić, maman? – zapytał. – Będziemy mogli bawić się na dworze? Spójrz na ten dom, Jacquie.

– Odpowiedź na oba pytania prawdopodobnie brzmi „tak" – odparła Isabella, próbując przeczesać palcami potargane z jednej strony włoski i sięgając do torebki po grzebień. Marcelowi dobrze by zrobił kilkutygodniowy pobyt na wsi. W Londynie ze względu na rozmaite ograniczenia nie mógł dać ujścia swej energii. Był to też jeden z powodów, dla których rozważała nawiązanie romansu z lordem. Miał on bowiem posiadłość na wsi.

Nie powinnam była tu przyjeżdżać – pomyślała znowu, gdy powóz wtoczył się na brukowany podjazd przed pałacem i zwolnił przed wielkimi dwuskrzydłowymi drzwiami. Wielkie nieba, to tu mieszkają jego dziadkowie! A może i on sam.

Większość czasu spędzał w Londynie. Wiedziała o tym. Ale nie spotkała go jeszcze, odkąd wiosną wróciła do Anglii. Spodziewała się, że przyjdzie do teatru na jej przedstawienie, lecz nie zrobił tego. Naturalnie nigdy nie miał okazji podziwiać jej gry. Oczekiwała, że spotka go gdzieś w ciągu tych kilku miesięcy, ale tak się nie stało.

Może właśnie dlatego tu przyjechała. Może chciała się z nim spotkać. Ale myśl o tym przerażała ją.

Nie, tylko nie to. Nie chciała się z nim zobaczyć.

A więc dlaczego przyjechała? Dlaczego wróciła do Anglii, gdy we Francji miała ugruntowaną sławę, mogła cieszyć się powodzeniem i majątkiem?

Drzwi powozu otworzyły się i jeden z odzianych w liberię lokajów podstawiał właśnie schodki. Isabella oparła się na jego ręce i zeszła po stopniach na ziemię. Maleńka, ale nosząca się po królewsku księżna Portland, którą poznała miesiąc temu w Londynie, schodziła ze schodów, wyciągając do niej dłonie.



16 из 204