
Również książę i księżna Portland zaprosili ją do swej wiejskiej posiadłości, gdzie zamierzali spędzić święta z całą rodziną. Miała być ich honorowym gościem – księżna wyraźnie to zaznaczyła. Uczyniłaby wielki zaszczyt ich rodzinie i gościom, gdyby zechciała zaprezentować im swój wspaniały talent aktorski. Może wybrałaby jakąś niewielką, najwyżej godzinną scenkę? Nie chcieliby naturalnie, aby czuła się zobowiązana do spełnienia tej prośby. Jeśli będzie wolała odpocząć i spędzić święta w spokoju, wszyscy doskonale to zrozumieją.
Isabella uśmiechnęła się i czule otoczyła ramieniem śpiącego synka, gdy naraz powóz skręcił i zauważyła, że minąwszy bramę, jechali teraz drogą należącą do posiadłości.
– Widzisz? – zwróciła się do Jacqueline. – Już prawie dojechaliśmy. Byłaś bardzo grzeczna.
Pomyślała, że księżna robi wrażenie osoby o silnym charakterze, lubiącej rządzić. A słyszała, że jego wysokość także jest despotą. Być może więc pożałuje, że wybrała właśnie to zaproszenie.
Nagle przeszedł ją dreszcz i pierwszy raz, odkąd wyjechała z Londynu, poczuła, że ze strachu ściska ją w żołądku. Dlaczego wybrała się w gości do tej rodziny, której najbardziej ze wszystkich powinna unikać? I jak już sto razy przed wyjazdem, znowu zaczęła się zastanawiać, czy go tam spotka. Pochodził właśnie z tej rodziny, był wnukiem księcia i księżnej. Bardzo prawdopodobne, że tam będzie. Księżna powiedziała, że przyjedzie cała rodzina.
Nawet gdyby go miało nie być, i tak nie powinna tam jechać. Ale jeśli będzie…
Pogładziła delikatnie ramię Marcela i pochyliła głowę, by pocałować go w pucołowaty policzek.
