
Jednak mimo tylu możliwości znalazł się oto z matką w powozie i jechał do dziadków, by spędzić świąteczne dni z nimi oraz wszystkimi wujami, ciotkami, kuzynami i całym stadem ich latorośli.
Zwariował czy co? Czyżby już zupełnie postradał zmysły?
– Jack – tak miesiąc temu zwróciła się do niego babka, kiedy przyjechała do miasta na ślub Connie (dziadka podagra zatrzymała w Portland House). – Jack, mój drogi, najwyższy czas, abyś i ty się ożenił. Stewartowie zawsze żenią się przed trzydziestką.
– Ja nie jestem Stewartem – zaoponował.
– Ale byłbyś, gdyby twoja matka nie wyszła za mąż -powiedziała.
Spojrzał na babkę z boku i poklepał ją po ręce.
– Gdyby mama nie wyszła za mąż – wyjaśnił jej z pewną satysfakcją – byłbym bękartem.
– Czas już, byś się ożenił – powtórzyła stanowczo. -I dziękuj niebu, że dziadek musiał zostać w domu, biedaczek. Nie wiem, czy nawet ja uratowałabym cię przed jego gniewem, gdyby słyszał, że używasz takich słów w mojej obecności.
– Ale ty jesteś moją opoką, babciu, i na pewno dzielnie byś mnie broniła – rzekł. – Niby taka krucha, a mimo to twarda jak skała.
– Impertynencki z ciebie młodzieniec – odparła. -Potrzebujesz żony, która nauczyłaby cię trzymać język za zębami. Ale powiedz mi, co myślisz o tym młodym eleganciku, którego wynalazła sobie Constance? Nie spieszno jej było z wyborem narzeczonego. Dziewczyna ma już dwadzieścia jeden lat. Za moich czasów uchodziłaby za starą pannę.
