Nie chciała wyjść za mąż za kogoś, kto już tak długo żył na świecie, że zdążył się nim znudzić. Jednak będzie musiała go poślubić. Wybrali go dla niej babcia i ojciec, a ją wybrała dlań jego babka, księżna Portland. Było oczywiste, że zarówno on, jak i jego liczna rodzina wiedzieli o tym.

Juliana żałowała, że nie ma w pobliżu przyjaciółki -kogoś, komu mogłaby się zwierzyć z tych wszystkich uczuć, jakie towarzyszyły jej podczas podróży i pierwszego dnia po przyjeździe do Portland House, kiedy już poznała pana Frazera. Ale nie było tu nikogo takiego. Mama się do tego nie nadawała. Howard był nie tylko jej bratem, lecz także przyjacielem, ale w tym przypadku nie potrafiłaby otworzyć przed nim serca. A wszyscy inni należeli do przeciwnego obozu. Każdy w jakiś sposób był związany z panem Frazerem.

Juliana westchnęła i przywołała na usta uśmiech, przypomniawszy sobie, że zaraz wejdzie do salonu, wydana na spojrzenia wszystkich obecnych.

Może tajemniczy gość księżnej w jakiś sposób ułatwi jej sytuację. Raczej nie będzie to nikt z rodu. Wtedy nie byłaby to niespodzianka. Juliana czuła się trochę przytłoczona liczebnością rodziny pana Frazera. Nie wiedziała jednak, czy ów przybysz będzie mężczyzną czy kobietą i czy to ktoś starszy czy młodszy.

Nie powinnam czuć się przytłoczona – pomyślała. Przecież to tacy sympatyczni i życzliwi ludzie. Tak jak pan Frazer. Zrobiło jej się raźniej, kiedy przypomniała sobie, jak niedawno dzieci baraszkowały z nim w pokoju dziecinnym.

Juliana weszła do salonu u boku matki, uśmiechając się. Pan Frazer natychmiast porzucił swe towarzystwo przy kominku i spiesznie podszedł do niej. To było miłe. Wiedziała, że przyjaciółki by jej zazdrościły.



22 из 204