
Jednak to właśnie ojciec miał zastrzeżenia co do tego, że pan Frazer nie ma tytułu – chociaż z kolei fakt, iż jest wnukiem księcia, przemawiał na jego korzyść. Dla niej nie miało to znaczenia. Chciała mieć miłego męża, kogoś, z kim dobrze by się czuła. Skończyła dziewiętnaście lat. Dojrzała już do małżeństwa.
To prawda, pan Frazer był niezwykle przystojny. Wysoki i smukły, miał posępną urodę, zdolną poruszyć serce każdej kobiety. Spędziwszy z nim sam na sam kilka minut poprzedniego dnia przy herbacie i obserwując go wieczorem w salonie, nie zauważyła żadnej wady ani w jego urodzie, ani sposobie bycia. Babcia i ojciec dokonali chyba dobrego i mądrego wyboru.
Mimo to niestety nie polubiła pana Frazera. Nie, to niesprawiedliwe z jej strony. Bardzo starał się być miły i zachowywał się bez zarzutu. Ale był… no cóż, przede wszystkim był stary! Nikt nie powiedział jej, w jakim jest wieku, i mogła się tego tylko domyślać. Sądziła, że ma co najmniej trzydzieści lat. To jeszcze nieźle; jeśli się nie myliła, był od niej starszy tylko jedenaście lat. A jednak ta różnica wieku wydawała się jej przepaścią.
– Wszystko dobrze się układa – stwierdziła lady Holyoke, kiedy szły po schodach do salonu. – Okazał ci zainteresowanie, ale nie zrobił tego zbyt ostentacyjnie. Ma nienaganne maniery. Ty też powinnaś się tak zachowywać, kochanie.
– Tak, mamo. Postaram się.
Przepaść istniejąca między nimi najbardziej uwidaczniała się w jego oczach. Miał oczy starego człowieka -w każdym razie starego dla dziewiętnastolatki. Były w nich obycie, cynizm, doświadczenie, które oddalały go o całe światy od niej. Czuła się zupełnie naga, kiedy na nią patrzył. Nie dlatego, żeby robił coś niewłaściwego czy patrzył na nią zbyt zuchwale. Miała tylko wrażenie, że wiedział dokładnie, jak ona wygląda rozebrana. Czuła, iż od dawna znał kobiety i ich ciała. I że był już cokolwiek tym znudzony.
Miała świadomość, że jej niewinność jest w jego oczach wadą. Miała wprawdzie dziewiętnaście lat, ale na swoje nieszczęście była drobna i wyglądała tak młodo, że mama i papa zwlekali z wprowadzeniem jej do towarzystwa rok czy dwa lata. A ona sama nie domagała się tego, gdyż lubiła życie w zaciszu domowym.
