– Ja nie uważam, żebyś był głupi.

– Wiem. – Przyklęknął przy niej i dotknął jej policzka. – Wiem, że tak nie uważasz.

– Moim zdaniem jesteś inteligentny, bo w ogóle zastanawiasz nad taką sprawą.

– Oj, Torie, Torie. Nie wiem, jak to wyrazić, i zupełnie tego nie rozumiem, ale kocham cię.

Odwróciła głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.

– Wiem, że cię kocham – powiedział dobitniej. – Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doznałem. I niech będę przeklęty, jeżeli pozwolę, aby kierowała mną rozwaga.

– Robert – wyszeptała. – Ja ciebie chyba też kocham.

Poczuł, że brakuje mu tchu i ogarnia go tak silna fala szczęścia, że nie mógł spokojnie usiedzieć. Wstał z miejsca.

– Powiedz to jeszcze raz.

– Kocham cię. – Ogarnęło ją uniesienie, dała się ponieść czarowi chwili.

– Jeszcze raz.

– Kocham cię! – Słowa mieszały się ze śmiechem.

– O, Torie, Torie. Obiecuję, że cię uszczęśliwię. Dam ci wszystko, co zechcesz.

– Poproszę gwiazdkę z nieba! – zawołała, wierząc, że cuda naprawdę się zdarzają.

– Dam ci wszystko, co zechcesz. I do tego jeszcze gwiazdkę z nieba – obiecał solennie.

A potem ją pocałował.

2

Minęły dwa miesiące. Robert i Victoria spotykali się przy każdej okazji, wspólnie poznawali okolicę, a gdy tylko się dało, poznawali także siebie nawzajem.

Robert opowiadał o swojej fascynacji nauką, słabości do wyścigów konnych i obawach, że nigdy nie stanie się taki, jak wyobraża sobie ojciec.

Victoria opowiadała, że czytuje romanse, że potrafi szyć tak prosto jak pod linijkę i że się boi, że nigdy nie sprosta surowym wymaganiom moralnym stawianym przez ojca.

Ona uwielbiała ciastka.

On nienawidził grochu.

On przy siadaniu miał brzydki nawyk kładzenia nóg na stół, na łóżko, obojętnie gdzie, byle wysoko.



13 из 227