Rhys przebrał się w jasną koszulę z krótkim rękawem i szorty, wyglądał bardzo… zwyczajnie. Nie miał jak Harry włosów godnych cherubina, wielkich szafirowych oczu i cudownych rysów. Normalny mężczyzna – silny, opalony, spokojny, pewny siebie. Czemu więc wszystko w niej tak silnie reagowało na jego obecność? I czemu miała wrażenie, jakby znała go od zawsze, chociaż spotkali się ledwie kilkanaście godzin wcześniej?

I czemu odbierało jej mowę, gdy uśmiechał się do niej w taki sposób?

– Cudownie wyglądasz – powiedział, zupełnie ignorując Kate, po czym objął Theę i nim zdołała się zorientować, co się dzieje, pocałował ją.

Nie był to namiętny pocałunek, lecz czuły i krótki całus na powitanie, lecz wystarczył, by ziemia umknęła jej spod nóg. Dobrze, że otaczało ją mocne ramię Rhysa…

To wszystko trwało przez moment. Kiedy uniósł głowę, ich spojrzenia spotkały się, a wtedy Thea ujrzała, że nie tylko ona była w szoku. Rhys chyba zadziałał zupełnie bez zastanowienia, ponieważ miał minę, jakby nie rozumiał, co się stało.

Kate ze zniecierpliwieniem stukała pantoflem o kamienne płyty.

– Cała czwórka powinna wyjść wreszcie z basenu i szykować się do spania – oznajmiła sucho. – Chłopcy za bardzo się rozszaleli, po kąpieli będą musieli posiedzieć spokojnie i trochę poczytać, bo inaczej będą mieli kłopoty z zaśnięciem.

– Nie wydaje mi się, żeby mieli teraz ochotę na lekturę – zauważył Rhys.

Kate żachnęła się.

– To wszystko przez tę głupią zabawę!

– Zabawy rzadko bywają mądre. To zresztą duża część ich uroku, nie sądzisz?

– Sophie zazwyczaj nie chlapie się o tej porze w basenie, prawda? – zareplikowała.

– Tato, ja nie chcę iść już spać – odezwała się błagalnie Sophie. – Ciocia Clary pozwoliła jej jeszcze zostać.

– Zostanie więc sama, bo Hugo i Damian wychodzą – wtrąciła Kate.

Rozległ się przeciągły jęk chłopców. Rhys puścił Theę, podszedł szybko do brzegu basenu, przykucnął.



39 из 111