– Idziemy z wizytą, wy przez ten czas możecie się jeszcze pobawić. Ale umawiamy się, że potem bez żadnych dyskusji pomaszerujecie do łóżek, gdy tylko powiem.

– Dziękuję, tato!

– Clara, ciebie to też dotyczy.

– Dobrze. – By uczcić zwycięstwo nad Kate, dziewczynka wykonała swój popisowy numer, mianowicie stanęła na rękach na dnie basenu. Gdy znów się wynurzyła, zawołała:

– Dzięki, ciociu! Dzięki, wujku Rhys!

Thea ledwie zwróciła uwagę na to, jak szybko jej siostrzenica przyjęła obcego człowieka do rodziny, gdyż ciągle miała nogi jak z waty i potrafiła myśleć tylko o tym pocałunku.

Kate nie kryła dezaprobaty. Gdy Rhys wyprostował się i wrócił do nich, rzekła, zniżając głos, by dzieci nie dosłyszały:

– Nie wiem, czy słusznie postępujesz. Zdaniem Lyndy Sophie potrzebuje dyscypliny, inaczej robi się trudna.

– Znam poglądy Lyndy w kwestii dyscypliny, lecz przez tych parę tygodni ja jestem odpowiedzialny za Sophie i jej dobro. Po raz pierwszy od przyjazdu świetnie się bawi i nie zamierzam tego psuć niepotrzebnymi scysjami – uciął zdecydowanie Rhys. – Czy mi się zdawało, czy ktoś coś mówił o drinkach?

W tonie jego głosu było coś takiego, że Kate, choć niechętnie, ustąpiła.

– Zapraszam. Nick już czeka.

Mąż Kate, zażywny i rumiany, stał na werandzie u szczytu schodów.

– Chodźcie, chodźcie! – wołał z przesadną jowialnością, a potem zaczął wylewnie ściskać dłoń Thei. – Jestem Nick. Nick Paine.

– Thea Martindale.

– Ale już niedługo, co? – Zarechotał.

Thea zrozumiała, że ta część wieczoru zapowiada się koszmarnie. Zawsze irytowali ją wesołkowie, którzy śmiali się z własnych dowcipów. I mężczyźni, którzy przy powitaniu miętosili jej rękę w swojej wilgotnej łapie, w dodatku starając się nie wypuścić jej tak długo, jak tylko się dało.

– Skryty człowiek z tego Rhysa – ciągnął, z upodobaniem gapiąc się w dekolt Thei. – Pary z gęby nie puścił na twój temat, a tu nagle, proszę, żeni się!



40 из 111