
– On ma tam cały dzbanek kawy! Idziemy! W obecności córki na pewno będzie grzeczniejszy.
Clara nadal obawiała się tego okropnego pana, lecz ciocia wyraźnie nie zamierzała ustąpić.
– Ale ty wszystko załatwiasz, ciociu – ostrzegła. – Ja się nie odzywam.
Thea, rozpaczliwie spragniona kofeiny, przyspieszyła co prawda przy basenie, lecz im lepiej widziała ponurą twarz sąsiada, tym wolniej szła. Mężczyzna nie zauważył ich jeszcze, siedział pogrążony w rozważaniach i na pewno nie myślał o niczym przyjemnym. Dziewczynka obok niego miała naburmuszoną minę i zdecydowanie się nudziła.
Znalazły się niemal przy schodach na taras, gdy Thea przystanęła.
– To jednak nie jest dobry pomysł – wyszeptała cichuteńko.
Tym razem siostrzenica okazała determinację.
– Idź! – popchnęła ją. – Zaraz umrę z głodu. Dziewczynka zauważyła je. Pociągnęła ojca za rękaw i wskazała je palcem. Nie wyglądał na uradowanego widokiem gości, więc Thea najchętniej wycofałaby się, lecz na to było już za późno.
Weszła po schodach, udając opanowaną i pewną siebie. Za nią z ociąganiem podążyła Clara.
– Dzień dobry – rzekła Thea z tak życzliwym uśmiechem, jakby ten człowiek ledwie parę godzin wcześniej nie krzyczał na nią w gniewie.
Jej uprzejmość zaskoczyła go. Podniósł się zza stołu.
– Dzień dobry – odparł dość chłodno, lecz całkiem grzecznie.
Nie jest tak źle, pomyślała. Co prawda nie powitał ich z entuzjazmem, lecz przynajmniej nie wrzeszczał.
– Witaj – zwróciła się do dziewczynki, która odpowiedziała jedynie niechętnym spojrzeniem, w ogóle się nie odzywając.
Widać latorośl wdała się w tatusia, jeśli chodzi o miły charakter…
– Chciałam… – Thea zająknęła się, a jej spojrzenie bezwiednie pobiegło ku stojącemu na blacie dzbankowi. Zmusiła się, by popatrzeć z powrotem na gospodarza. – Chciałam przeprosić za to, co się stało rano. Za to, że narobiłyśmy tyle hałasu i że wjechałam w pański samochód.
