
– Nie trzeba wiele czasu, by się zakochać, chyba się z tym zgodzisz, kochanie?
Potrząsnęła głową i ledwie zdołała z siebie wydusić cichutkie:
– Mhm…
– Powiedziałeś już Lyndzie? – spytała niezbyt taktownie Kate.
– Na razie nie miałem kiedy. Zaręczyliśmy się dziś rano. To była spontaniczna decyzja. Ale z całą pewnością słuszna.
Kate zmierzyła ich podejrzliwym spojrzeniem, a Thea odgadła, że muszą uczynić tę mistyfikację bardziej przekonującą.
– Ślub weźmiemy w Boże Narodzenie – zmyśliła na poczekaniu.
– To raptem za cztery miesiące!
– Owszem, ale zawsze o tym marzyłam – przekonywała Thea, chociaż w rzeczywistości nigdy przedtem nie zastanawiała się nad tym. – Mamy sporo czasu na przygotowanie wszystkiego, nie planujemy żadnych ekstrawagancji. Prawda, kochanie? – Przytuliła się do Rhysa i zajrzała mu głęboko w oczy. – Zaprosimy tylko rodziny i najbliższych przyjaciół, a Sophie i Clara wystąpią jako druhny. Będzie cudownie…
Przybrała rozmarzony wyraz twarzy i chciała jeszcze westchnąć, lecz obawiała się przesadzić.
– Jesteś pewien, że wiesz, co robisz, chłopie? – Nick znacząco trącił łokciem Rhysa, który przez to omal nie oblał się winem. – Ja na twoim miejscu korzystałbym z wolności! Dopiero co wróciłeś z pustyni, dookoła pełno miłych babek…
– Nie zależy mi na miłych babkach, tylko na jednej kobiecie. Właśnie tej.
Delikatnie musnął wargami jej usta. Było to bardzo słodkie. I trwało za krótko.
Odsunęli się od siebie, lecz ledwie ich spojrzenia zetknęły się, ich głowy znów pochyliły się ku sobie, usta spotkały się w gorącym, dziwnie desperackim pocałunku. Thea zupełnie zapomniała o obecności gospodarzy. Czuła, jak przyjemne ciepło, które zrodziło się gdzieś w jej wnętrzu, gdy po raz pierwszy ujrzała uśmiech Rhysa, rozlewa się po całym jej ciele.
