
Uwolniła się wreszcie z jego uścisku i stanęła u boku Rhysa. Kiedy wziął ją za rękę, poczuła ulgę, gdyż jego dłoń była mocna, a spokojny i pewny dotyk budził zaufanie.
– Musimy to oblać! – dokończył Nick.
Kate skrzywiła się nieznacznie, gdyż wybór, jakiego dokonał Rhys, nie przypadł jej do gustu. Owszem, bardzo chciała ujrzeć go na ślubnym kobiercu, gdyż lubiła widzieć wokół siebie wyłącznie pary, lecz zamierzała wyswatać go sama – z kimś, kto odpowiadałby jej wyobrażeniom.
– Przynieś wino – rzuciła, a jej mąż migiem pobiegł spełnić polecenie.
Thea usiadła razem z Rhysem na drewnianej ławie, zastanawiając się, czy Lynda jest podobna do swojej przyjaciółki. Jakoś nie wyobrażała sobie, by Rhys dobrze znosił takie wywarkiwane rozkazy.
– Wasze zdrowie – rzekła uprzejmie Kate, gdy kieliszki zostały już napełnione i wszyscy wznieśli toast. – A teraz opowiedzcie nam, jak się spotkaliście. Długo się znacie?
Zaczynało się więc przesłuchanie…
– Nie, niedługo – odparł Rhys, a Thea pokrótce zrelacjonowała wymyśloną przez nich historyjkę o tym, jak dzięki wspólnym znajomym znaleźli się na tym samym przyjęciu.
Kate ściągnęła brwi, zastanawiając się nad czymś wnikliwie.
– Lynda mówiła mi, że po tylu latach spędzonych za granicą nie masz w Londynie żadnych przyjaciół. Martwiła się tym zresztą po twoim powrocie.
– Niepotrzebnie, jak widać. Parę osób jeszcze mnie pamięta. Gdyby nie oni, nie miałbym teraz Thei.
Położył rękę na oparciu ławki i zaczął pieszczotliwie gładzić kciukiem kark swej towarzyszki, która poczuła, że lada moment straci wątek rozmowy.
– Jednak takie szybkie zaręczyny to trochę dziwne – Kate nie kryła dezaprobaty. – Przecież ledwo się poznaliście.
– To nie ma znaczenia. Gdy tylko ujrzałem Theę, zrozumiałem, że chcę z nią spędzić resztę życia.
Zabrzmiało to całkiem przekonująco, w dodatku Rhys zabrał ramię z oparcia, sięgnął po dłoń rzekomej narzeczonej, podniósł do ust i pocałował.
