
— Proszę — nie podnoś głosu. Biron po raz pierwszy uświadomił sobie, te cały czas mówili szeptem.
— Będę wyrażał się jaśniej — ciągnął Jonti. — Twój ojciec został uwięziony. Rozumiesz, co to oznacza?
— Nie, nic nie rozumiem Kto go uwięził? Do czego zmierzasz? I dlaczego mnie dręczysz? tętniło mu w głowie. Wpływ hypnitu i niedawna bliskość śmierci sprawiły, ze Biron nie był zdolny do szermierki słownej ze spokojnym dandysem, który siedział tu tak blisko, że jego szepty brzmiały niczym krzyk.
— Z pewnością masz jakieś wyobrażenie o pracy swojego ojca — doleciał go szept.
— Jeśli go znasz, wiesz zapewne, że jest rządcą Widemos. To jest jego praca.
— W porządku, nie ma żadnych powodów, żebyś mi zaufał, poza tym że naraziłem dla ciebie swoje życie. Ale i tak wiem wszystko, co mógłbyś mi powiedzieć. Na przykład, że twój ojciec spiskował przeciwko Tyrannejczykom.
— Zaprzeczam temu — oznajmił gwałtownie Biron. — Dzisiejszej nocy wyrządziłeś mi przysługę, ale to nie upoważnia cię do formułowania podobnych insynuacji.
— Młody człowieku, głupio się wykręcasz i marnujesz mój czas. Czy nie widzisz, że sytuacja jest zbyt poważna na słowne potyczki? Powiem ci prawdę. Twój ojciec jest w niewoli u Tyrannejczyków. Być może, już nie żyje.
— Nie wierzę ci. — Biron zerwał się z krzesła.
— Mam uzasadnione powody, żeby tak sądzić.
— Skończmy z tym, Jonti. Nie jestem w nastroju do tajemnic, a twoje oburzające próby. aby…
— Aby co? — z głosu Jontiego zniknęły wszystkie łagodne tony — Co niby zyskam, mówiąc ci te rzeczy? Mam ci przypomnieć, że ta właśnie wiedza, która tak cię wzburzyła, pozwoliła mi przewidzieć zamach na twoje życie? Rozważ wszystko, co się stało, Farrill.
— Zacznij od początku, tylko mów jaśniej. Posłucham.
— W porządku. Wyobrażam sobie, Farrill, że rozpoznałeś we mnie rodaka z Królestw Mgławicy, chociaż przedstawiam się jako Wegańczyk.
