— Owszem, podejrzewałem to, ze względu na twój akcent. Nie sądziłem jednak, że to ważne.

— Bardzo ważne, przyjacielu. Przyjechałem tutaj, bo — tak jak twój ojciec — nie lubię Tyrannejczyków. Gnębią naszych rodaków od pięćdziesięciu lat. To bardzo długo.

— Nie zajmuję się polityką.

W głosie Jontiego znowu zabrzmiała irytacja.

— Och, nie jestem ich agentem, który usiłuje wciągnąć cię w kłopoty. Powiedziałem ci prawdę. Schwytali mnie rok temu, tak jak teraz pojmali twojego ojca. Ale udało mi się uciec i przyjechać na Ziemię. Sądziłem, że tutaj zdołam ukryć się bezpiecznie, dopóki nie będę gotowy do powrotu. To wszystko, co musisz o mnie wiedzieć.

— To więcej, niż oczekiwałem, proszę pana.

Biron bezskutecznie usiłował wyzbyć się nieprzyjaznego tonu. Wystudiowane zachowanie Jontiego drażniło go do głębi.

— Wiem. Ale musiałem powiedzieć ci co najmniej tyle, w tych bowiem okolicznościach poznałem twojego ojca. Pracował ze mną, a raczej dla mnie. Znał mnie, ale nie z racji swojej oficjalnej pozycji najznamienitszego obywatela planety Nefelos. Rozumiesz?

— Tak — Biron bezsensownie skinął głową w ciemnościach.

— Nie ma potrzeby zagłębiać się w ten temat. Mam kontakty także i tutaj, stąd wiem, że został uwięziony. To pewne. Nawet gdybym miał wątpliwości, dzisiejszy zamach na twoje życie z pewnością by je rozwiał.

— Dlaczego?

— Skoro Tyrannejczycy mają ojca, czy zostawiliby w spokoju syna?

— Więc to Tyrannejczycy podłożyli bombę radiacyjną w moim Pokoju? To niemożliwe.

— Dlaczego? Nie rozumiesz ich postępowania? Rządzą pięćdziesięcioma światami, lecz poddani stokrotnie przewyższają ich liczebnie. W takiej sytuacji zwykła przemoc nie wystarczy. Ich specjalnością są spiski, morderstwa i inne pokrętne działania. Kosmiczna sieć intryg, którą stworzyli, jest ogromna i bardzo gęsta. Bez trudu mogę uwierzyć, że sięga na odległość nawet pięciuset lat świetlnych, aż do Ziemi.



12 из 208