Jonti zapatrzył się przez chwilę w niebo. Minęło już ponad pięćdziesiąt lat, odkąd przybyli Tyrannejczycy i nagle położyli kres istnieniu dwóch tuzinów podupadających i rozkrzyczanych jednostek politycznych w głębi Mgławicy. Teraz, nieoczekiwanie i przedwcześnie, na ich gardłach zacisnęła się dławiąca ręka Pokoju.

Burza, jaka dosięgła ich w jednym potężnym uderzeniu. wywołała wstrząs, po którym wciąż nie mogli dojść do siebie. Pozostał jedynie tępy ból. Czasem jakieś królestwo protestowało nieśmiało. Zorganizowanie owych protestów, połączenie ich w jeden potężny wybuch stanowi trudne zadanie i potrwa wiele lat. Cóż, i tak zbyt długo już oddawał się lenistwu na Ziemi. Pora wracać.

Odrobinę przyspieszył kroku.


Gdy wszedł do pokoju, natychmiast odebrał przekaz. To by promień osobisty i Jonti nie obawiał się, że ktoś inny może go podsłuchać. Niepotrzebny był żaden specjalny odbiornik, kawałek metalu ani drutu, aby złapać nikły strumień elektronów, niosący przez nadprzestrzeń wieści ze świata odległego o pięćset lat świetlnych.

Przestrzeń w jego pokoju została spolaryzowana i przygotowana do odbioru. Była wolna od zakłóceń. Nie istniał żaden sposób wykrycia tej polaryzacji z wyjątkiem odbioru wiadomości. A w tym szczególnym fragmencie przestrzeni tylko jego własny umysł mógł działać jako odbiornik. Jedynie jego osobiste pole magnetyczne reagowało na przekazujące informacji drgania.

Każda wiadomość była równie osobista, jak niepowtarzalny jest zapis fal mózgowych. W całym wszechświecie, z jego kwadrylionami ludzkich istot, prawdopodobieństwo natknięcia się na człowieka zdolnego do odbioru wezwania osobistego innej osoby było jak jeden do jedynki z dwudziestoma zerami.

Mózg Jontiego począł błyskawicznie tłumaczyć pozornie bezsensowne fale nadprzestrzenne.



17 из 208