
Kapitan wyszedł zza biurka.
— Czy mogę osobiście pokazać panu nowy pokój?
Biron stwierdził, że trudno mu zapanować nad swoimi uczuciami. Cała sprawa wyglądała zupełnie racjonalnie, z drugiej zaś strony wydaje się, że nie ma za grosz sensu.
Kiedy wychodzili, kapitan spytał:
— Czy mogę zaprosić pana do mojego stołu na jutrzejszą kolację? Na tę porę wypada nasz pierwszy skok.
Biron usłyszał swoją odpowiedź:
— Dziękuję panu. To dla mnie zaszczyt.
Uznał jednak to zaproszenie za dziwne. Zgoda, kapitan starał się załagodzić sytuację, Biron uważał jednak, iż zastosowane środki znacznie wykraczały poza konieczność.
Kapitański stół był bardzo długi. Biron nieoczekiwanie znalazł się blisko środka, między najznakomitszymi gośćmi. Przed nakryciem leżał bilet wizytowy z jego nazwiskiem, nie było więc mowy o pomyłce. Steward zresztą potwierdził to uprzejmie, acz stanowczo.
Biron nie należał do przesadnie skromnych. Jako syn rządcy Widemos, nigdy nie musiał rozwijać tej cechy charakteru. Ale jako Biron Malaine był zupełnie zwyczajnym obywatelem, a zwyczajnym ludziom nie przytrafiają się podobne rzeczy.
Po pierwsze, kapitan miał całkowitą rację co do jego nowej kabiny. Niewątpliwie była bardziej luksusowa. Pierwsza dokładnie odpowiadała rezerwacji: pojedyncza, drugiej klasy, teraz dostał podwójną, pierwszej. Nowa kabina miała też oddzielną łazienkę, z prysznicem i powietrznym suszeniem.
Położona była w pobliżu „terytorium oficerskiego” i liczba mundurów w okolicy znacznie przewyższała średnią. Lunch podano mu w kabinie na srebrnej zastawie. Tuż przed kolacją nieoczekiwanie pojawił się fryzjer. Można spodziewać się takich rzeczy podróżując pierwszą klasą luksusowego liniowca, ale dla Birona Malaine’a było tego zbyt wiele.
Stanowczo zbyt wiele. Kiedy przyszedł fryzjer, Biron właśnie wrócił z popołudniowej przechadzki, która wiodła go korytarzami statku w chytrze opracowanej trasie. Wszędzie po drodze spotykał personel — uprzejmy i nadskakujący. Pozbył się ich i odnalazł kabinę 140 D, tę pierwszą, w której nigdy nie nocował.
