Komisarz porzucił ten temat i Biron poczuł zdumienie. Jego argumenty brzmiały tak pusto, nielogicznie. Komisarz przestał zwracać uwagę na papiery i wskazał na czarną kapsułę.

— A ten list polecający do suwerena Rhodii? Także nie należy do pana?

— Nie, jest mój. — Biron od dawna miał zaplanowaną odpowiedź. W liście nie było jego nazwiska. — Istnieje spisek na życie suwerena…

Przerwał przestraszony. Kiedy zaczął wygłaszać starannie przemyślaną wypowiedź, zabrzmiała ona nagle zupełnie nieprzekonująco. Komisarz zapewne patrzył na niego z uśmiechem pełnym politowania.

Ale Aratap słuchał spokojnie. Westchnął tylko i nagłym, rutynowym ruchem wyjął z oczu szkła kontaktowe, po czym ostrożnie umieścił je w roztworze soli, w stojącej na biurku szklance. Jego nie osłonięte oczy lekko łzawiły.

— I pan go odkrył? Na Ziemi, odległej o pięćset lat świetlnych? Nasza własna, miejscowa policja nic o tym nie słyszała.

— Policja jest tutaj, a spisek powstał na Ziemi.

— Rozumiem. A pan jest ich agentem? Czy raczej zamierza pan ostrzec Hinrika przed nimi?

— Jasne, że chcę go ostrzec.

— Naprawdę? A dlaczego chce pan to zrobić?

— Dla przyzwoitej nagrody, którą spodziewam się otrzymać. Aratap uśmiechnął się.

— Tak, to przynajmniej brzmi prawdopodobnie i przydaje nieco wiarygodności pańskim poprzednim słowom. Jakie są szczegóły tego spisku?

— Są przeznaczone tylko dla suwerena. Chwilowe wahanie, a potem wzruszenie ramion.

— W porządku. Tyrannejczycy nie interesują się lokalną polityką i nie ingerują w podobne sprawy. Zorganizujemy panu spotkanie z suwerenem i to będzie nasz wkład w jego bezpieczeństwo. Dopóki pański bagaż nie będzie gotów do odebrania, moi ludzie dotrzymają panu towarzystwa. Potem może pan odejść. Wyprowadzić go.

Ostatnie polecenie przeznaczone było dla uzbrojonych strażników, którzy wyszli razem z Bironem. Aratap znów włożył szkła kontaktowe i jego twarz natychmiast straciła swój nieco dobrotliwy wyraz.



35 из 208