Biron rozejrzał się ukradkiem. W sensie fizycznym nic go nie krępowało, ale za jego plecami stało czterech strażników w stalowoniebieskich mundurach Tyrannejskiej Policji Zewnętrznej, po dwóch z każdej strony. Byli uzbrojeni. Piąty, w stopniu majora, siedział obok biurka komisarza. Komisarz odezwał się pierwszy.

— Jak może już wiesz — jego głos był wysoki i piskliwy — stary rządca Widemos, twój ojciec, został stracony za zdradę.

Jego blade oczy spoglądały na Birona. Malowało się w nich łagodne współczucie.

Biron nie zareagował. Nękała go myśl, że nic nie może zrobić. Chciał wyć, rzucić się na nich z pięściami, ale to nie przywróciłoby ojca do życia. Wydawało mu się, że wie, dlaczego poinformowano go o tym na początku rozmowy. Zamierzali go złamać, doprowadzić do tego, by się zdradził. Nie udało im się.

Powiedział beznamiętnie:

— Jestem Biron Malaine z Ziemi. Jeśli kwestionujecie moją tożsamość, żądam kontaktu z konsulem Ziemi.

— Oczywiście, ale na razie nasza rozmowa ma całkiem nieformalny charakter. Twierdzi pan, że jest Bironem Malaine z Ziemi. A tutaj — Aratap wyłożył papiery — mamy listy napisane przez rządcę do jego syna. Oraz indeks i zaproszenie na rozdanie dyplomów. Wszystko na nazwisko Birona Farrilla. Zostały znalezione w pańskim bagażu.

Biron czuł, jak ogarnia go rozpacz, ale starał się nie dać nic po sobie poznać.

— Moje bagaże zostały przeszukane nielegalnie, więc nie można traktować tych dokumentów jako dowodów.

— Nie jesteśmy w sądzie, panie Farrill, czy jeśli pan woli, Malaine. Jak pan to wytłumaczy?

— Skoro papiery zostały znalezione w moim bagażu, zapewne ktoś je tam podłożył.



34 из 208