
Starał się chłodno rozważyć zaistniałe okoliczności. Bardzo ważne przyczyny — na przykład chęć morderstwa. Ale dlaczego? Nie było motywów. W swoim dwudziestotrzyletnirn życiu nigdy nie miał poważnych wrogów. Aż tak poważnych. Śmiertelnych wrogów.
Złapał się za krótko ostrzyżone włosy. Śmieszny tok rozumowania, ale nie do podważenia. Ostrożnie podszedł do szafy. Gdzieś tutaj musi znajdować się coś, co wysyła promieniowanie; coś, czego nie było jeszcze cztery godziny temu. I wreszcie to zobaczył.
Małe pudełko o bokach nie dłuższych niż piętnaście centymetrów. Biron rozpoznał je i dolna warga lekko mu drgnęła. Nigdy wcześniej nie widział niczego takiego, ale słyszał o podobnych urządzeniach. Wziął licznik i zaniósł go do sypialni. Cichy szmer zamarł, prawie zamilkł. Odezwał się ponownie, gdy cienka płytka i miki, przez którą przenikało promieniowanie, została skierowana na pudełko. Nie miał już wątpliwości. To była bomba radiacyjna. Obecny poziom promieniowania nie był śmiertelny; na razie to tylko zapalnik. Gdzieś wewnątrz zainstalowany był mały ładunek jądrowy. Sztuczne izotopy o krótkim czasie rozpadu powoli go rozgrzewały. Promieniowanie przenikliwe kumulowało się; kiedy temperatura i zagęszczenia cząsteczek przekroczą wartość graniczną, nastąpi reakcja. Nie wybuch, chociaż wydzielone w czasie reakcji ciepło może zmienić bombę w bryłkę stopionego metalu, ale olbrzymi wyrzut promieniowania, który będzie w stanie zabić każdą żywą istotę w zasięgu dwóch metrów do dwudziestu kilometrów, zależnie od mocy ładunku.
