Potem zaś, z pieniędzmi ukrytymi w węzełku niedzielnej batystowej chustki, ruszył do wioski Mur i przywitał się ze strażnikami przy bramie.

Przez otwór w murze widział rozbijane barwne namioty, wznoszone stoiska, kolorowe flagi i ludzi krążących tam i z powrotem.

— Nie wpuszczamy nikogo aż do południa — oznajmił jeden z wartowników.

Dunstan wzruszył ramionami i poszedł do gospody, zastanawiając się, co kupi za swe oszczędności (błyszczącą półkoronówkę i szczęśliwą sześciopensówkę z wywierconą pośrodku dziurką, przez którą przewlókł rzemień) i dodatkowe pieniądze ukryte w chustce. Chwilowo zapomniał, że zeszłego wieczoru przyrzeczono mu coś jeszcze. Gdy wybiło południe, Dunstan ruszył w stronę muru, zdenerwowany, jakby zaraz miał złamać największe możliwe tabu. Nagle zorientował się, że maszeruje obok nieznajomego w czarnym jedwabnym cylindrze, który powitał go skinieniem głowy.

— Ach, mój gospodarz. Jak się dziś miewamy?

— Doskonale — odparł Dunstan.

— Proszę, chodź ze mną — rzekł wysoki mężczyzna. — Pójdźmy razem.

Ruszyli przez łąkę w stronę namiotów.

— Byłeś tu już wcześniej? — spytał wysoki przybysz.

— Tak, na ostatnim jarmarku dziesięć lat temu. Byłem jeszcze chłopcem — przyznał Dunstan.

— Cóż — odparł jego lokator. — Pamiętaj, by zachowywać się grzecznie i nie przyjmować żadnych podarków. Pamiętaj też, że jesteś tam gościem. A teraz dam ci ostatnią część mej zapłaty. Złożyłem bowiem przysięgę, a moje dary są bardzo długowieczne. Dostaniesz go ty, twój pierworodny, jego czy jej pierworodny… To dar, który nie zniknie, póki będę żył.

— A cóż to będzie, dobry panie?

— Pragnienie Serca. Nie pamiętasz? — odparł dżentelmen w cylindrze. — Pragnienie twego Serca.

Dunstan ukłonił się. Ramię w ramię maszerowali w stronę jarmarku.

— Oczy, oczy! Nowe oczy dla starców — wykrzykiwała drobna kobieta stojąca przed stołem pełnym butelek i słojów z oczami wszelkiej barwy i rodzaju.



11 из 165