— To tylko ja. Przybyłem na jarmark. Spałem w spróchniałym pniu, ale piorun go przewrócił. Roztrzaskał jak skorupkę jajka i złamał jak gałązkę. Deszcz zaczął padać j mi na głowę i zagroził moim bagażom, a są tam rzeczy, które muszą być suche jak pieprz. Toteż chroniłem je podczas podróży, nawet kiedy było mokro jak…

— Jak w wodzie?

— Właśnie — ciągnął ktoś w ciemności. — I zastanawiałem się — dodał — czy mógłbym może zostać tu, pod pańskim dachem. Nie jestem zbyt duży i nie będę panu przeszkadzał.

— Proszę tylko po mnie nie deptać — powiedział Dun-| stan, wzdychając.

W tym momencie błyskawica rozświetliła wnętrz obory. W jej blasku Dunstan ujrzał coś małego i włochatego w dużym, miękkim kapeluszu. Potem znów zapadła ciemność.

— Mam nadzieję, że nie przeszkadzam — znowu usłyszał głos. Jak się nad tym zastanowić, on także wydawał się dziwnie włochaty.

— Nie przeszkadzasz — odparł Dunstan, bardzo zmęczony.

— To dobrze — rzekł nieznajomy — bo nie chciałbym przeszkadzać.

— Proszę — rzucił błagalnie Dunstan — daj mi spać. Proszę.

Usłyszał jeszcze węszenie, które wkrótce ucichło, zastąpione pochrapywaniem.

Dunstan przekręcił się na drugi bok. Przybysz, kimkolwiek lub czymkolwiek był, pierdnął, podrapał się i znów zaczął chrapać. Dunstan słuchał kropel deszczu bębniących o dach obory i rozmyślał o Daisy Hempstock. Spacerowali razem, a sześć kroków za nimi maszerował wysoki mężczyzna w cylindrze i małe, włochate stworzenie, którego twarzy Dunstan nie dostrzegał. Wyruszyli, by poszukać Pragnienia Serca.


* * *

Obudziły go jasne promienia słońca. Obora była pusta. Umył twarz i poszedł do domu.

Tam włożył najlepszą kurtkę, najlepszą koszulę i odświętne spodnie. Nożem oskrobał buty z błota. Wszedł do kuchni, pocałował matkę w policzek i poczęstował się wiejskim chlebem hojnie posmarowanym świeżo ubitym masłem.



10 из 165