Teraz, gdy niebo nad nimi szarzało, widział ją. Wokół poruszały się zwierzęta, tupały konie; przebudzone ptaki zaczynały śpiewem witać dzień. Tu i tam, na łące, w namiotach, zaczynały poruszać się cienie.

— Uciekaj już — powiedziała cicho i spojrzała na Dunstana niemal z żalem, oczami fioletowymi niczym cirrusy wysoko na porannym niebie. A potem pocałowała go lekko w usta, wargami o smaku soczystych jeżyn. Wstała i wróciła do wozu zaparkowanego za kramem.

Oszołomiony i samotny Dunstan przeszedł przez jarmark. Czuł się w tej chwili znacznie starszy, niż wskazywałoby na to jego osiemnaście lat.

Wrócił do obory, zdjął buty i zasnął. Gdy się ocknął, słońce stało już wysoko na niebie.

Następnego dnia jarmark dobiegł końca. Dunstan już tam nie poszedł. Cudzoziemcy opuścili wioskę i życie w Murze powróciło do normy. Być może norma ta była nieco mniej normalna niż życie w większości innych wsi (zwłaszcza gdy wiatr wiał z niewłaściwej strony), ale, zważywszy na wszystkie okoliczności, nadal można było ją nazwać normą.


* * *

Dwa tygodnie po jarmarku Tommy Forester oświadczył się Bridget Comfrey i został przyjęty. W tydzień później pani Hempstock przyszła z wizytą do pani Thom. Wypiły razem herbatę w salonie.

— Cóż to za radość z chłopcem Foresterów — powiedziała pani Hempstock.

— Owszem — odparła pani Thorn. — Poczęstuj się jeszcze bułeczką, moja droga. Spodziewam się, że twoja Daisy będzie druhną.

— Tak przypuszczam — rzekła pani Hempstock. — Jeśli] dożyje tego dnia.

Pani Thom zaniepokojona uniosła wzrok.

— Nie jest chyba chora, pani Hempstock? Powiedz, ż‹ nie.

— W ogóle nie je, pani Thorn. Mizernieje w oczach. czasu do czasu wypija łyk wody.

— Ojej.

Pani Hempstock podjęła temat.



21 из 165