Dunstan wiedział, że niegrzecznie jest się gapić i że jako mieszkaniec Muru ma prawo czuć się lepszy od wszystkich „cudzychziemców”. Czuł jednak w powietrzu woń nie znanych przypraw, słyszał głosy mężczyzn i kobiet, przemawiających w setkach języków, toteż gapił się na nich bezwstydnie.

Mężczyzna w czarnym jedwabnym cylindrze zauważył jego zainteresowanie i wezwał do siebie chłopca.

— Lubisz pudding z syropem? — spytał bez żadnych wstępów. — Mutanabbi musiał wyjść, a porcje są tu bardzo duże.

Dunstan przytaknął. Pudding z syropem parował zachęcająco na talerzu.

— Doskonale — rzekł jego nowy znajomy. — Poczęstuj się.

Podał Dunstanowi czysty porcelanowy półmisek i łyżkę. Chłopak nie potrzebował dalszej zachęty. Z apetytem rzucił się na pudding.

— Młodzieńcze — powiedział wysoki dżentelmen w czarnym jedwabnym cylindrze, gdy wspólnymi siłami opróżnili już talerz i miski — wygląda na to, że w gospodzie zabrakło pokojów i że wszystkie łóżka w wiosce zostały już zajęte.

— Czyżby? — spytał Dunstan bez specjalnego zdziwienia.

— Owszem — odparł mężczyzna w cylindrze. — Zastanawiałem się, czy znasz może dom, w którym da się jeszcze znaleźć wolny pokój?

Dunstan wzruszył ramionami.

— Wszystkie pokoje są już zajęte — rzekł. — Pamiętam, że kiedy miałem dziesięć lat, matka i ojciec kazali mi przez tydzień spać na strychu obory, a mój pokój wynajęli pewnej damie z Orientu, jej rodzinie i sługom. W podzięce zostawiła mi latawiec, który puszczałem na łące, póki pewnego dnia nie zerwał się ze sznurka i nie odleciał w niebo.

— Gdzie teraz mieszkasz? — spytał dżentelmen w cylindrze.

— Mam chatę na skraju ziemi ojca — wyjaśnił Dunstan. — Wcześniej należała do pastucha, póki nie umarł dwa lata temu, w dożynki. Wtedy rodzice podarowali ją mnie.



8 из 165