
Mój ty Boże, że też wcześniej się nie zorientował! W takich wypadkach Lise – Merete od razu nawiedzał uporczywy ból głowy i natychmiast musieli wracać do domu. Christoffer zwykle drwił z niej, że to z pewnością wymyślna fryzura przyprawia ją o cierpienie, ale ona nie chciała tego słuchać. Pozostawała chmurna i milcząca, dopóki nie zajął się nią troskliwie jak lekarz swoim ulubionym pacjentem. Samopoczucie w jednej chwili jej się poprawiało i on mógł wracać do domu. Nigdy nie nocował u niej, o, nie, to było nie do pomyślenia! Lise – Merete pragnęła pozostać białą panną młodą, a Christoffer szanował jej wolę. Otwarcie nigdy nie rozmawiali o małżeństwie, ale oświadczyny były właściwie jedynie formalnością, oboje wiedzieli, że muszą nastąpić już niedługo.
Osiem miesięcy…
Ocknął się z zamyślenia i odpowiedział na jej pytanie:
– Vanja? Przecież dobrze wiesz, kto to jest Vanja!
– Owszem – odparła Lise – Merete łagodnym głosem. – Wiem, że to twoja krewna. Ale kim jest w stosunku do ciebie? Jak wygląda? A twoja druga przybrana siostra, jak je obie nazywasz? Ta Benedikte? Jaka ona jest? Zawsze, kiedy o niej mówisz, w twoim głosie słychać jakieś ciepło. Taka jest piękna?
Christoffer roześmiał się.
– Benedikte? Tak, dla mnie ona jest piękna jak mało kto.
Uśmiech na twarzy Lise – Merete zamarł. Usta wykrzywiły się jak do płaczu. Christoffer pospieszył z wyjaśnieniem:
– Ale w oczach innych ludzi absolutnie nie jest pięknością. Jest bardzo topornie zbudowana, wysoka jak ja, a poza tym ma pozamałżeńskiego syna.
– Czy to ten Andre, o którym mi mówiłeś? – dopytywała się Lise – Merete, zmarszczywszy brwi. – Jeśli ona rzeczywiście wygląda tak, jak ją opisujesz, to jak, na miłość boską, zdołała dorobić się syna – bękarta? Bo to chyba nie ty…?
