
– Bardzo proszę, nie nazywaj Andre bękartem! Ależ, doprawdy, ja nie jestem ojcem dziecka! Nigdy się nie dowiedziałem, kto jest ojcem Andre, w tamtym czasie byłem małym chłopcem, a zresztą w domu nikt o nim nie wspominał. Nie, Benedikte jest dla mnie jak starsza siostra, Vanja natomiast jest rzeczywiście niespotykanie piękna.
W tej samej chwili zorientował się, że palnął głupstwo, nigdy nie powinien był wypowiedzieć tych słów. Lise – Merete zerwała się gwałtownie i przez następną godzinę w jej głosie pobrzmiewał chłodny ton, który, jak Christoffer nagle zdał sobie sprawę, słyszał już wiele razy wcześniej. Przypomniał sobie, że kiedyś jeden z kolegów lekarzy ze śmiechem wyznał mu, że Lise – Merete wypytywała go o życie Christoffera w szpitalu, o jego stosunek do zatrudnionych tam kobiet. Christoffer czuł się wtedy mile połechtany, teraz nie był już wcale pewien, czy to takie przyjemne.
Postanowił przeprowadzić eksperyment. Lise – Merete w końcu odzyskała humor. Christoffer przeprosił ją więc na chwilę i wyszedł do swej maleńkiej kuchenki, żeby nastawić kawę. Zaraz jednak na palcach przekradł się z powrotem na korytarz i przez szparę przy zawiasach, między ścianą a drzwiami, obserwował Lise – Merete. Panna stała przy biurku, otworzyła list od Vanji i bardzo była zajęta czytaniem.
Zatopiony w myślach wrócił do kuchni.
Ponieważ i tak czuł się bardzo zmęczony długą, nieprzerwaną pracą w szpitalu, poprosił o kilka dni urlopu, podczas których miał zamiar przemyśleć swoje postępowanie.
Przecież tak bardzo kochał Lise – Merete, to ona zmieniła jego życie w ciekawą przygodę. Będzie jednak musiał odbyć z nią poważną rozmowę, to nieuniknione. Oczywiście rozumiał, że ona nie jest go pewna, biedna dziewczyna, właśnie dlatego zdecydował się na wyjazd. Pragnął się zastanowić, jak mógłby pozyskać jej zaufanie. Wiedział bowiem na pewno: pragnął Lise – Merete, to ona była kobietą jego życia i przyszłości bez niej nie potrafił sobie wyobrazić.
